Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
Bezwet

Zwiazki, samotnosc - od czego to, zalezy?

Rekomendowane odpowiedzi

Znam roznych ludzi, takich ktorzy sa ciagle w zwiazkach, skoncza jeden, a juz zaczynaja umawiac sie z kims innym, czy nawet zaczynaja zanim skonczy sie ich poprzedni zwiazek. Z drugiej strony znam ludzi, ktorzy nie byli w zadnym zwiazku albo jednym. Ludzie z obu grup sa zroznicowani i tu, i tu sa atrakcyjmi i Ci mniej, zabawni oraz powazni.... Od czego to, zalezy? Czy to, po prostu kwestia szczescia? Bycie w odpowiednim miejscu i czasie? Jak sadzicie?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Raczje umiejętności bycia samym ze sobą, niektóryz tego nie potrafią i przeskakują od związku do związku, bez żadnej przewry. Obawiam się, że ciezko przezywają rozstanai i nie potrafią w pełni być sobą, skoro ciagle mają kogoś obok. - Ale nie mówią tu o długoletnich trwalych związkach ;)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
;-) A moze po prostu wszyscy Ci poszukujacy i Ci samotni
dlatego tak sie zachowuja bo ciagle tak naprawde sa w drodze do poszukiwan tego co sie miloscia i szczsciem zowie.
To co dotychczas spotykali to byla tylko namiastka i przedsmak tego co kryje sie wlasnie za ciaglym poszukiwaniem .
I nie wazne jest to czy przeskakuja z jednego zwiazku w drugi , niewaznie czy doskwiera im samotnosc, niewazne czy sa atrakcyjni czy tez nie.
Wszystkich laczy pragnienie znalezienia takiego zwiazku ktory bylby spelnieniem ich naskrytszych pragnien .
Mysle, ze to naturalne zachowanie.
Chociaz ? 8-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Chyba niektórzy po prostu szukają ukojenia. Wydaje mi się, że jeśli ktoś od razu ze związku wpada w związek to nie miał on dużej wartości.

Idealnie nieidealna

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
;-) A moze niektorzy ludzie lubia swoja samotnosc i za
zadne skarby nie chca sie z nia rozstac, bo np dostali porzadnie od
zycia w leb i boja sie ryzyka i tych wszystkich rozczarowan z bolem lacznie?
Mysle, ze mozna tak bez konca wymieniac rozne przyczyny a i tak
o odpowiedzi bedzie trudno, bo moze ich wcale nie ma? ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
ja mysle ze to kwestia stopnia "kochliwości" :) niektórzy często się zakochują dlatego potrafią płynnie przechodzić ze związku w związek. Innym zdarza się to raz czy dwa razy w zyciu stad tez związków maja w zyciu mniej. Potrafia być sami ze sobą i nie uzaleniaja szczęścia tylko i wyłącznie od bycia z kims.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Raczej od tego czy chcesz być w związku czy nie. Jedne osoby są cały czas w związku bo nie chcą być same, inne lubią samotność lub wchodzą w związki jak czują dużą chemię.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
powiem krótko, to wszystko zależy od nas samych.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote="agula"]powiem krótko, to wszystko zależy od nas samych.[/quote] też mi się tak wydaje, to my sami decydujemy o tym czy damy komuś szansę, czy chcemy kogoś poznac, jacy jesteśmy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote];-) A moze niektorzy ludzie lubia swoja samotnosc i za zadne skarby nie chca sie z nia rozstac,[/quote] Jestem zwolennikiem teorii gloszacej, że wszystko zależy od naszego wychowania. Jeśli w dzieciństwie rodzice okazywali nam swoje uczucia, w znacznym stopniu dowartościowywali, to wychodząc do świata mieliśmy przeświadczenie, że jesteśmy wartościowi, znaczący, potrzebni. Z takim nastawieniem łatwiej nawiązywać znajomości, przebywać w towarzystwie i cóż.. przyciągać. Jeśli zaś w domu nie okazywano uczuć, uważajac to za znak bezsilności, to będziemy się wzbraniać przed nawet zwykłym uśmiechem. A ponurzy ludzie z reguły są odbiera gorzej, wywołują jakieś takie napięcie, jakby oczekiwanie.

Jak to się ma do związków? Z reguły poznajemy swoją potencjalną drugą połówkę realnie, liczy się pierwsze wrażenie. Nie trzeba być nawet specjalnie przebojowym, wystarczy wykazać odrobinę zaangażowania i akceptację. Nie jest to trudne dla osób, które wyniosły to z domu i oczywistym dla nich jest okazywanie tego. Trudniej z ludźmi, którzy nie są tego nauczeni, nie mają tego w krwi. Dopiero pełne zaangażowanie drugiej strony może zapewnić szansę na związek. A kto dzisiaj potrafi na początku być upartym i starać się o drugą osobę? Często odpuszczamy z braku.. no właśnie, braku wiary w siebie, naszych kompleksów, których rodzice nie potrafili w nas stłamsić, sami mając z nimi problem.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[ref]złoty węgorz[/ref], czasem także używamy synonimów, takich jak na przykład "nienawidzę Cię". :-P

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Fajtula, jak zapatrujesz się na ludzi, którzy wychowali się w domu dziecka? Czy tacy, Twoim zdaniem, nie mają uczuć, jakie wymieniłaś?

Adam i Ewa byli pierwszymi ludźmi na Ziemi.

- To skąd u nich pępki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote="[url=http://scypion.pl/memberlist.php?mode=viewprofile&u=8946]skoen[/url]"][post]192394[/post] Fajtula, jak zapatrujesz się na ludzi, którzy wychowali się w domu dziecka? Czy tacy, Twoim zdaniem, nie mają uczuć, jakie wymieniłaś?[/quote] Nie wiem co na to Fajtula... ale ja mogę powiedzieć, tak z własnych obserwacji, że osoby z domu dziecka trudniej jakby funkcjonują w relacjach rodzinnych.... Nie mówię że wszyscy i że to jest reguła.... ale na 5 takich osób które znam osobiście tylko jedna założyła i trwa w ''normalnej'' rodzinie....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote]Fajtula, jak zapatrujesz się na ludzi, którzy wychowali się w domu dziecka? Czy tacy, Twoim zdaniem, nie mają uczuć, jakie wymieniłaś?[/quote] Hm... to w sumie też zależy. Nie wiem dokładnie, na ile dzieci w standardowych domach dziecka przypada 1 opiekun. Można by na tej podstawie ustalić, jak intensywną relację opiekun może zapewnić jednemu wychowankowi. Wydaje się logiczne, że im jest ich mniej, tym łatwiej do każdego dotrzeć. Zaraz narzuca się pytanie, czy każdy opiekun troszczy się o wychowanków na podobnym poziomie. Ha i tu kolejna rzecz do zweryfikowania, ale myślę, że już na płaszczyźnie indywidualnej.

Jakkolwiek by nie chcieć tego zliczyć, wychowanek to nie rodzic i trudno oczekiwać, że taką funkcję będzie sprawował. A jeśli dziecko nie ma źródła, któremu może się pochwalić z każdego sukcesu, do którego może iść z problemem, trudno oczekiwać, że będzie prawidłowo funkcjonowało w społeczeństwie.

Wyobraźmy sobie sytuację, w której mamy problem i koniecznie chcemy się z kimś nim podzielić. Jako dziecko, z reguły leci się do rodzica, dziadka, może czasem cioci. Do obiektu zaufania. Dziecko nie mające takiego źródła nie ma komu się wygadać. Dochodzi jeszcze sam fakt, że "rodzice zostawili go samego", już na start czuje się odrzucone. We wczesnym wieku bez względu na to, czy rodzice zmarli czy go porzucili.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
To inaczej zadam pytanie :)

Jak więc wytłumaczysz, że jest zazwyczaj każde dziecko, z domu dziecka, wykształcone?

Adam i Ewa byli pierwszymi ludźmi na Ziemi.

- To skąd u nich pępki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Z historii mojej rodziny. Mam przyrodniego brata który w pewnym momencie wylądował w domu dziecka. Wcześniej mieszkał w domu z chora psychicznie matką. Był bity, głodzony i było jeszcze kilka innych kwiatków w jego historii.
Ukończył akademie ekonomiczną w Katowicach, na które sam zarobił. Pracuje w dwóch firmach, ma bardzo ładne mieszkanie w Gliwicach i genialna dziewczynę od ładnych kilku lat. Wcześniej również nie miał żadnych problemów z płcią piękna ani z niską samoocena. Przez to co go spotkało jest cholernie ambitny uparty i potrafi oszczędzać z czym ja mam problemy.

Sowy nie są tym czym się wydają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
No właśnie na moje oko, wydaje mi się, że dzieci z domu dziecka, są bardziej ambitne od dzieci, które mają rodziców, bo upór nie pozwala im być niżej od innych dzieci i dążą
do tego aby coś osiągnąć. A co jest w tym najpiękniejsze, nikogo nie proszą o pomoc i same sprostają wszystkiemu, nie tak jak dzieci chowane w pełnej rodzinie, gdzie wszystko
mają podane na tacy.

Adam i Ewa byli pierwszymi ludźmi na Ziemi.

- To skąd u nich pępki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Na pewno nie są roszczeniowe...bo jemu się należy. Wiedza ze aby coś mieć należy na to zapracować.

Sowy nie są tym czym się wydają.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wydaje mi się że najwięcej zależy od naszego charakteru i tego co chcemy osiągnąc.
Ok. To co wynieśliśmy z domu może dać jakąs podstawę lub nas nakierunkować ale od nas zależy co zrobimy z naszym życiem i jak będzie ono wyglądać...

...bo w oczach tkwi siła duszy...

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Ludzie są jeszcze bardziej zróżnicowani, niż to się niektórym wydaje. To jest chyba największy problem samych ludzi, że wręcz nie dowierzają, dlaczego inni wybierają takie życie, a nie inne. Po prostu niektórzy są towarzyscy, a inni to samotnicy. Stąd takie rozbieżności.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Z badań wynika, że osamotniony czuje się co dziesiąty Polak. Wśród osób starszych ten odsetek jest znacznie wyższy i wynosi aż 25 %. - Okazuje się, że aż 12%. naszych rodaków nie ma także osoby, do której może się zwrócić właściwie z każdym problemem - mówi Katarzyna Kowalczuk z Centrum Badania Opinii Społecznej.

- Najczęściej są to niestety ludzie w trudnej sytuacji materialnej. W obliczu takich kłopotów aż co czwarty Polak zostaje sam.

Z drugiej strony.. człowiek jest samotny wtedy, gdy przestaje się dobrze czuć we własnym towarzystwie. Bycie samemu nie zawsze jest złe. Każdy ma czasem takie chwile, w których chce pozostać sam. Czynnikiem sprzyjającym powstawaniu samotności jest słaby rozwój umiejętności komunikowania się. Osoby o niskim poziomie umiejętności interpersonalnych cechuje wycofanie społeczne oraz zahamowanie.

Praca bez zapłaty, gorsza niż umowy śmieciowe, to codzienność w III RP. W małych firmach, kancelariach, ale też w wielkich, szanowanych korporacjach. Bezkarny śmiech pracodawcy niepłacącego pracownikom to jest ten moment doświadczenia absolutnej samotności człowieka bezbronnego. Bo nikt za nim nie staje. Ani związki zawodowe, ani partie polityczne, ani media. Kościół też się specjalnie nie interesuje.
Doświadczenie bezbronnej samotności w polskim kapitalizmie jest jedną z przyczyn cichej, utajonej, narastającej furii wyzyskiwanych i okradanych.

Bo iść do sądu? Ale kogo na to stać? I jeszcze na dodatek czekać latami na niepewny wynik procesu? Samotność tę pogłębia brak wiary w polski wymiar niesprawiedliwości. Doświadczenie samotności człowieka w kapitalizmie doczekało się wielu wybitnych dzieł sztuki europejskiej i amerykańskiej. Dramaty Samuela Becketta zajmują się nie tylko samotnością metafizyczną ludzkiej jednostki, ale także szyderczo opisują miejsce człowieka-rzeczy w żelaznym, wilczym systemie reguł wolnego rynku.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote="[url=http://scypion.pl/memberlist.php?mode=viewprofile&u=7808]Fedorowicz[/url]"][post]193941[/post] Z drugiej strony.. człowiek jest samotny wtedy, gdy przestaje się dobrze czuć we własnym towarzystwie. Bycie samemu nie zawsze jest złe. Każdy ma czasem takie chwile, w których chce pozostać sam. Czynnikiem sprzyjającym powstawaniu samotności jest słaby rozwój umiejętności komunikowania się. Osoby o niskim poziomie umiejętności interpersonalnych cechuje wycofanie społeczne oraz zahamowanie. [/quote] Jak myślisz, jakim środowiskom sprzyja tracenie umiejętności komunikacji międzyludzkiej? A jakim nie?
[quote="[url=http://scypion.pl/memberlist.php?mode=viewprofile&u=7808]Fedorowicz[/url]"][post]193941[/post] Wśród osób starszych ten odsetek jest znacznie wyższy i wynosi aż 25 %.[/quote] Może to ze względu na to, iż nie udało im się nawiązać z kimś bliższej relacji, która owocowałaby małżeństwem / związkiem partnerskim? A może po prostu te najbliższe osoby im poumierały?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote="[url=http://scypion.pl/memberlist.php?mode=viewprofile&u=8275]Hadassa[/url]"][post]192588[/post] Wydaje mi się że najwięcej zależy od naszego charakteru i tego co chcemy osiągnąc.
Ok. To co wynieśliśmy z domu może dać jakąs podstawę lub nas nakierunkować ale od nas zależy co zrobimy z naszym życiem i jak będzie ono wyglądać...[/quote]
Jeszcze zależy z jakiego domu i co się wynosi :)

Adam i Ewa byli pierwszymi ludźmi na Ziemi.

- To skąd u nich pępki?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote]Jak myślisz, jakim środowiskom sprzyja tracenie umiejętności komunikacji międzyludzkiej? A jakim nie? [/quote]Tracenie komunikacji i więzi międzyludzkiej, atomizacja i zwyrodnienie moralne oraz podzielenie społeczeńststwa polskiego jest korzystne dla kapitalistów i polityków, czyli rządzącej wyzyskiwanym i biedniejącym społeczeństwem burżuazji. Łatwiej jej wtedy wyzyskiwać i dorabiać się bogactwa na krzywdzie Narodu.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


  • Podobna zawartość

    • Przez fortuna
      Ciągle szukamy tej jedynej/jedynego. Jest nam źle gdy jesteśmy sami, a gdy ją/jego już mamy, zaczynamy czuć się w jakimś stopniu "ubezwłasnowolnieni".
      Panowie czują się manipulowani przez nas. Obwiniają nas że nie mogą spotykać się ze swoimi kolegami jak dawniej, a tak naprawdę to działa w dwie strony.

      Czy bycie razem jest oznaką końca wolności ?
      Czy to rodzaj "więzienia" które sobie fundujemy na własne życzenie ?
      Jeśli "więzienie" to po co siebie ciągle szukamy ?
      Czy musimy siebie mieć aby narzekać, bo taka nasza natura?
    • Przez MagicalFire
      kto w waszym związku podejmuje wszelkie decyzje ??
      czy może podejmujecie decyzje wspólnie ??
×
×
  • Dodaj nową pozycję...