Skocz do zawartości
Szukaj w
  • Więcej opcji...
Znajdź wyniki, które zawierają...
Szukaj wyników w...
fortuna

Kocham Cię w zdrowiu, a jak jest w chorobie?

Rekomendowane odpowiedzi

Miłość, to takie piękne uczucie. Dodaje energii i chęci do życia. Lecz nikt się nie zastanawia nad tym, że jutro może przyjść to najgorsze. Jak kubeł zimnej wody wylany na głowę. Kocham Cię w zdrowiu gdy mogę iść z tobą wtulona alejami, gdy mogę tańczyć do rana, a teraz? No właśnie jak może być dalej , gdy jedna ze stron zachoruje? Gdy nieszczęśliwy spotka wypadek i czeka łóżko albo wózek itp. Jak wtedy miłość wygląda? Czy jesteśmy się w stanie poświęcić ? Czy warto? Wszak to ciężkie wyrzeczenia dla nas samych. Miłość czy litość?

/szukałam ale nie znalazłam takiego tematu, jednak jeśli źle mi wykazało to wybaczcie i skasujcie/
Edytowane przez Gość

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
skoro tą osobę się kochało przed chorobą, wypadkiem no to po tez tą osobę należy kochać, chociaż jest trudno. Podobno jeśli takie uczucie istniało nie da się go zniszczyć :):)

( :

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[b]fortuna[/b], tym tematem przypomniałaś mi wydarzenia sprzed kilku miesięcy (bardzo smutne wydarzenia)
Moja dawna koleżanka miała męża , dwie córeczki , żyli sobie zwyczajnie jak w rodzinie .
Zachorowała na poważną chorobę i od razu było wiadomo że czeka ją śmierć .
Najpierw zachwiania równowagi , pózniej już wózek , brak praktycznie samodzielnej egzystencji.
Więc co zrobił mąż , w auto ją i do jej rodziców .
Nie będę się rozpisywała , bo dużo by tego było .
Ale nie chciał już jej zabrać do domu , do jej dzieci , powiedział że jest teraz tylko zawaliskiem ,że nie chcą jej już .
Dzieciom naopowiadał jakichś bzdur , nie chciały rozmawiać z nią przez tel. (odkładały słuchawkę)
Strasznie mnie to bolało , ja chyba nie przeżyłabym takiej rozłąki z moim małym .
Jak juz była w szpitalu bez oznak życia , zaczeli do niej przyjeżdzać .
Asia niedawno zmarła .
Jej mąż przeprosił rodzinę i znajomych za wszystko , jednak jak narazie ja nie umiem mu wybaczyć.
Nie rozumiem wyrzucania człowieka do kosza , jak zabawkę ,która się zepsuła.

http://princeofdeath666.wrzuta.pl/film/eLapfXfbhe/vnv_nation_-_illusion

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote="maja"]Jej mąż przeprosił rodzinę i znajomych za wszystko , jednak jak narazie ja nie umiem mu wybaczyć.
Nie rozumiem wyrzucania człowieka do kosza , jak zabawkę ,która się zepsuła.[/quote]
Wiem że to są strasznie bolesne sytuacje. I tu powinno się tak pięknie powiedzieć kierowaną miłością- ależ oczywiście, nigdy nie zostawię, bo jak pokochałam, to na dobre i na złe. Szlachetnie brzmi- prawda? A życie jest inne. Ja zawsze mówię, że nie wiem co zrobię za godzinę, a co dopiero prorokować na przyszłość. Wydaje mi się, że nigdy bym nie była w stanie opuścić, ale tego tak naprawdę nie wiem, bo nie mam takiej potrzeby, bo na szczęście nie muszę podejmować takiej decyzji. Trudno nawet jest oceniać takich ludzi. Siada w jakimś momencie psychika. Boją się nowej sytuacji. Nie wytrzymują. Nie wiem jak to się dzieje, po prostu nie wiem. Wiem jak bardzo człowiek w tak bolesnej dla niego chwili potrzebuje wsparcia. I z całą pewnością jest tragedia jak go nie otrzymamy. Wiem też jak bardzo można być dla kogoś "kulą u nogi" . Litość też jest paskudna.

Mam znajomego, którego żona ciężko zachorowała. Początkowo to co do mnie mówił, nie przemawiało tzn. że ją bardzo kocha, że nigdy jej nie zostawi. Faktycznie bardzo o nią dba. Jednak prowadzi podwójne życie. Gdy opadły mi emocje. Sama zrozumiałam, że w zasadzie jego życie runęło, zawaliło się w ciągu kilku miesięcy, a on zdrowy facet. On potrzebuje kobiety. Nie mam pojęcia czy ona o tym wie. Nie mam pojęcia co siedzi w jej duszy w myślach, ale wiem że wozi ją na wszelkie badania, do szpitala, nawet do innego miasta. Robi w domu i ciężko pracuje aby niczego nie brakowało. Chyba w jakimś stopniu jest to dobre rozwiązanie. Nie oceniam już go tak jak na początku. Nawet podziwiam go, tylko czy ja bym tak potrafiła żyć? Ślubował jej że nie opuści aż do śmierci w biedzie i w chorobie. Obietnicy dotrzymuje, choć czasem to bywa boleśnie.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Prawdziwa miłość objawia się nam w chorobie . Jeśli jest mocna i prawdziwa to przetrwa najgorrszy czas ,Jeśli jest krucha to skończy się niestety ale tak często się zdarza. :(

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote="fortuna"]A życie jest inne. Ja zawsze mówię, że nie wiem co zrobię za godzinę, a co dopiero prorokować na przyszłość. Wydaje mi się, że nigdy bym nie była w stanie opuścić, ale tego tak naprawdę nie wiem,[/quote] Tego do końca nikt tak naprawdę nie wie , jednak mamy cos w sobie co pozwala nam już teraz nawet bez takich zdarzeń podjąć w myślach jakąś decyzję.Czy doszłaby ona do skutku ? Obyśmy nigdy nie musieli się o tym przekonywać.
[quote="fortuna"]Trudno nawet jest oceniać takich ludzi.[/quote] To fakt , ale jak widzi się normalną , szczęśliwą rodzinę , a za chwilę to co opisałam wyżej , czyli przekręcanie dzieci , powiedzenie wprost że jest ten ktoś nam nie potrzebny , a jeszcze wiedząc iż ta osoba nie będzie już długo żyła , tego nie umiem zrozumieć .
Gdyby ją wyrzucił i sam czuł jakąś niechęć do niej ,strach no nie wiem , ale pozwalał dzieciom na odwiedzanie , na kontakt , to bym jakoś zrozumiała.

http://princeofdeath666.wrzuta.pl/film/eLapfXfbhe/vnv_nation_-_illusion

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote="maja"]Gdyby ją wyrzucił i sam czuł jakąś niechęć do niej ,strach no nie wiem , ale pozwalał dzieciom na odwiedzanie , na kontakt , to bym jakoś zrozumiała.[/quote] Wiem. Nawet mogę sobie łatwo wyobrazić co taka osoba musi czuć. Sama w życiu boję się tylko jednego, aby nie być dla kogoś ciężarem, aby nie wystawiać ani kogoś , ani siebie na tak ciężką próbę. Czasem można jej nie przejść. Niby wiem jak bardzo jestem wrażliwą osobą na cierpienia innych, tylko czy sama w takiej sytuacji bym podołała? Nie wiem. Z całą pewnością , bliżej moje zachowanie skłaniało się ku temu co robi mój znajomy, niż twoja opowieść. Może tak jest lepiej i łatwiej. Może czasem trzeba żyć na litości niż w całkowitym odrzuceniu.
[quote="Sharon"]Jeśli jest mocna i prawdziwa to przetrwa najgorrszy czas [/quote] To są Sharon zbyt łatwe słowa do wypowiedzenia. Życie to nie jest bajka. Miłość- czym ona tak naprawdę jest. To realizacja siebie wzajemnie. Jednak głównie wszystko opiera się na łóżku. To scala . To jednoczy. To powoduje że nie tylko między nami jest koleżeństwo. Gdy tego nie można, to co pozostaje? Same słowa nie wystarczą. Tak nas stworzyła natura, aby żyć chcemy kochać, czuć to co najpiękniejsze.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
to jest cholernie ciężka sytuacja i właściwie nikt nie może powiedzieć jak by postąpił. rok temu moja Mama miała drobny wypadek co trochę zmasakrowało jej twarz. jak ją zobaczyłam byłam w szoku i przeraziłam się, że mogłaby wyglądać tak już zawsze.. moja kochana najładniejsza Mama. i nie jest to tak, że się jej brzydziłam.. ale po prostu nie potrafiłam sobie wyobrazić tego, jakbym do niej podchodziła gdyby tak już miało zostać.. dopiero wtedy sobie uświadomiłam co by było, gdybym to nagle ja lub ktoś z bliskich stracił twarz. osoba, w którą jestem np zapatrzona, bo kocham zarówno jego jak i jego wygląd. a nagle ten ktoś zamiast twarzy ma zniekształconą maskę.. podobnie jest z chorobami i innymi przypadkami.. gdyby tak stracił dwie nogi .. nie potrafię sobie tego wyobrazić. coś, co do tej pory było wspaniałym uczuciem staje się więzieniem i cierpieniem.

właściwie w moim związku oboje jesteśmy przygotowani na spore zmiany, bo oboje nie stoimy ze zdrowiem najlepiej. wiemy, co może być dalej. mój facet wziął mnie wiedząc, że jestem chora i mam ze sobą nieraz spore problemy. wiem, że gdyby było gorzej to by mnie nie zostawił.

fortuna, masz rację, że to są zbyt łatwe słowa do powiedzenia. ale są także prawdziwe, bo wszystko jest kwestią dobrania się. taka miłość nie zdarza się często, ale istnieje. wiem, że taka więź łączy moich rodziców. i nie mówię tego dlatego, że to moi rodzice, bo nie tylko ja się nie raz zadziwiam tym jak oni do siebie podchodzą.

[center][url=http://www.fundacja-ast.pl/][img]http://www.fundacja-ast.pl/images/stories/inne/bannerAST3.jpg[/img][/url][/center]


http://www.martajarmula.pl/

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Wszystkie słowa zawarte w naszych postach są bardzo smutne. Za każdym razem, jest walka z uczuciami i samym sobą. Jedni przegrywają inni odnoszą sukces. Tak to prawda że w nieszczęściu dopiero przekonujemy się jacy tak naprawdę jesteśmy. Wzruszyłam się matra twoimi słowami, o tobie i twoim chłopaku , nie wspomnę o mamie. Życzyć tylko mogę aby was nigdy nieszczęście nie spotkało. Mam takie chwile , że też się bardzo boję. Nie wiem jak mój los się potoczy. I mimo że wiem to już na pewno, bo poznałam miłość od strony tej najgorszej tzn. kocham Cię w chorobie. To jednak gdzieś tam w głębi serca pozostaje maleńki strach.

Czytałam w gazecie artykuł o dziewczynie, chyba miała 22-24 lata. Wielka miłość, przygotowania do ślubu. Zaproszenia rozesłane. Dziewczyna jednak się źle czuła. Była w trakcie badań. Przed samym ślubem jedna wielka tragedia. Ciężko postępująca choroba, gdzie czeka ją wózek i śmierć. Zrezygnowała ze ślubu, mimo iż on tego nie chciał. Ona jednak zwróciła mu za cenę swojego podwójnego cierpienia wolność. Zrobiła to z miłości. Przypadkowo poznałam kogoś, kto akurat znał tą dziewczynę. Opowiedział mi bliżej tą tragedię. Łzy dosłownie napływały do oczu. Wkrótce faktycznie była na wózku. Rodzice się nią zajmowali. Jak straszny ból musi czuć taki człowiek , a za razem jak bardzo odpowiedzialne podejmować decyzje. Kierować się dobrem ukochanego, nie swoim.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Nie chce tutaj nikogo obrazic ale wydaje mi się że kobietom przychodzi łatwiej opiekować się chorym mężem czy innym członkiem rodziny i zostać przy nim.
Choć wiem, że jest dużo wyjątków :mrgreen:

Może to przez to, ze zrodzone zostały jako opiekunki.

[img]http://www.suwaczek.pl/cache/87cf95b529.png[/img]



i kocham coraz bardziej:*

[img]http://kobietaintymnie.pl/suwaczek/cache/7618c6bf.gif[/img]

Kochamy Cie nasz Aniołku:*

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Taka sytuacja jest naprawdę trudna.... jesli sie kogos kocha to choroba czy wypadek nie powinny tego uczucia zmienic.... a czasem jest tak ze jeszcze je umacniaja.. ale to glownie zalezy od charakteru obojga partnerow. Bo nawet jesli partner chcialby sie zaopiekowac swoje druga polowa to ona moze to odebrac wlasnie jako litosc, wtedy wszystko sie psuje... sama chora osoba nie chcac niszcyc zycia ukochanemu/ej prowokuje go czesto do tego aby od niej odszedl... dlatego tez nigdy nie wiadomo jak taka sytuacja sie zakonczy, wszystko bowiem zalezy od samych ludzi....

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Na pewno ciężki wypadek w którym druga osoba jest skazana na łóżko/wózek jest szokiem dla obojga.
Ja nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Myślę, że jeśli oboje ludzi połączyło wielkie uczucie
to nawet nieszczęśliwy wypadek nie popsuje relacji.'
Fakt na początku może być ciężko by zaakceptować nową sytuacje, jednak miłość przezwycięża wszystko.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote="aniia"]Fakt na początku może być ciężko by zaakceptować nową sytuacje, jednak miłość przezwycięża wszystko.[/quote] A jeśli chora osoba nie nadaje się do współżycia, czy wtedy też miłość przezwycięży wszystko? Bo te aspekty przy rozważaniu tez trzeba brać pod uwagę i chyba nawet to jest najważniejsze. Głównie opieracie się tylko na tej wizualnej stronie a nic o intymnej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote="fortuna"]A jeśli chora osoba nie nadaje się do współżycia,[/quote] Oj forty, widzę, że kierujemy się podobnymi wartościami w budowaniu związku :D I mówię to bez pierwiastka ironii, fizyczność jest jednym z ważniejszych aspektów partnerstwa.

Jeśli związek wybudowany został solidnie z odpowiednich, pasujących do siebie osób, to myślę, że choroba nie będzie miała znaczenia. Jeśli partnerzy świata poza sobą nie widzą, to co miałoby odwrócić ich uwagę od siebie, nawet w czasie kryzysu?

PS. beba to ma taki avatar, że się nie mogę na niego przestać patrzeć i mnie to strasznie rozprasza :D

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Człowiek jest tylko człowiekiem. jeden jest silniejszy psychicznie, drugi słabszy. nie każdego stać jest na opiekowanie się chorą osobą, nieważne jak jest mu bliska i droga. Na początku jest szok, potem niedowierzanie, a na końcu zwątpienie - czy ja na pewno dam sobie radę?
Wiele osób wybiera ucieczkę, ja ich rozumiem. Nie pochwalam tego, ale rozumiem i nie wiem czy ewentualnie sama bym tak nie zrobiła.
Głównym elementem jest strach, czy sobie poradzimy (jak wyżej napisałam) i ten strach, o którym napisała [b]matra[/b], z jednej strony kochamy tą osobę, ale z drugiej, trudno jest człowiekowi patrzeć, że jego ukochany, wyśniony, wymarzony ideał, przestaje być takim, jakim był. Czasem trudno powstrzymać rozczarowanie, ba, nawet i obrzydzenie, bo tak też się zdarza.
[quote="fortuna"]A jeśli chora osoba nie nadaje się do współżycia, czy wtedy też miłość przezwycięży wszystko?[/quote] Myślę, że w większości przypadków nie. Nie oszukujmy się, sex jest ważną częścią życia i, tak jak napisał [b]madrav[/b] partnerstwa.

Niektóre kobiety są po to, by je wielbić, inne - żeby je bzykać. Problem mężczyzn polega na tym, że ciągle mylą pierwsze z drugimi (Jonathan Carroll)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote="Aillin"]Myślę, że w większości przypadków nie. Nie oszukujmy się, sex jest ważną częścią życia i, tak jak napisał madrav partnerstwa.[/quote] I tu właśnie tkwi ten największy problem, bo tego przeskoczyć się nie da. Czyli miłość nie wszystko da radę przezwyciężyć, bo tej natury nie da się oszukać.

e[quote="madrav"]Oj forty, widzę, że kierujemy się podobnymi wartościami w budowaniu związku :D I mówię to bez pierwiastka ironii, fizyczność jest jednym z ważniejszych aspektów partnerstwa. [/quote] Wiesz, nie chcę być obłudna. Mój związek nie opiera się tylko na patrzeniu sobie w oczy czy byciem uprzejmym. To co budujemy w ubraniu, wieńczymy jako ludzie nadzy :-P inaczej to tylko przyjaźń i przywiązanie. Musi być jeszcze złączenie. Scalenie ciał w jedność.

Dlatego ja uważam, że w trudnych sytuacjach, albo ludzie nie wytrzymują i uciekają, albo troszczą się o chorą czy chorego, ale niestety życie prowadzą drugie. Nie wierzę w takie deklaracje jak niżej.
[quote="aniia"]jednak miłość przezwycięża wszystko.[/quote]

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote="fortuna"]Czyli miłość nie wszystko da radę przezwyciężyć, bo tej natury nie da się oszukać. [/quote] to jest pierwotny instynkt, jeden z najsilniejszych jakie istnieją, bardzo trudno jest się go wyzbyć. potrzeba do tego niesamowitej siły woli i bardzo mocnego charakteru. albo po prostu trzeba się urodzić z niskim popędem i wtedy ta cecha nie będzie miała wpływu na ewentualne rozterki z tytułu tematu.

Niektóre kobiety są po to, by je wielbić, inne - żeby je bzykać. Problem mężczyzn polega na tym, że ciągle mylą pierwsze z drugimi (Jonathan Carroll)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote="Aillin"]bardzo trudno jest się go wyzbyć[/quote] Wyzbywać się w życiu tego co jest najpiękniejsze, co daje motor i energię, to jak samobójstwo. To powolna śmierć od środka. To co natura dała, człowiek niech waży się przeciwstawiać :mrgreen: To nawet dla zdrowia nie jest dobre.
[quote="Aillin"]ewentualne rozterki z tytułu tematu.[/quote] No tak, człowiek który nie ma potrzeby bycia intymnego z drugim człowiekiem nie będzie miał takich rozterek. Tylko skoro dwie osoby były razem tzn że jednak łączyło ich coś więcej - sypialnia.
Dlatego ciągle będę się dopytywała tych co twierdzą że miłość wszystko zwycięży, czy aby są w pełni świadomi tego co piszą?

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote="fortuna"]Dlatego ciągle będę się dopytywała tych co twierdzą że miłość wszystko zwycięży, czy aby są w pełni świadomi tego co piszą?[/quote] Dopóki nie przejadą się raz pierwszy, drugi, trzeci, kolejny, dopóki ktoś nie dowali im tak, że będą mieli ochotę zniknąć, dopóki ktoś ich nie zdradzi i nie zawiedzie, nie będą świadomi.
[quote="fortuna"]Wyzbywać się w życiu tego co jest najpiękniejsze, co daje motor i energię, to jak samobójstwo.[/quote] Też tak uważam. Chociaż pamiętam artykuł, bodajże w "Angorze", o kobietach, które nie czuły potrzeby intymnych kontaktów ze swoimi mężami. Nie wnikam czy mężowie byli z tego zadowoleni czy nie, pamiętam, że artykuł mnie odrobinę przeraził.

Niektóre kobiety są po to, by je wielbić, inne - żeby je bzykać. Problem mężczyzn polega na tym, że ciągle mylą pierwsze z drugimi (Jonathan Carroll)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote="Aillin"]Chociaż pamiętam artykuł, bodajże w "Angorze", o kobietach, które nie czuły potrzeby intymnych kontaktów ze swoimi mężami. [/quote] No tak, ale tutaj to mogło być z zupełnie innego powodu. Akurat chyba wczoraj był program na TVN, podobny o tym co właśnie napisałaś . Te kobiety okazuje się że jednak nie straciły ochoty na sex, to tylko odruch wstrętu w stosunku do partnera. Powody różne, od braku czułości po higienę. W kontaktach z innymi panami czuły podniecenie, krew się burzyła.

Nasza rozmowa jest o zupełnie czymś innym. Miłość w pełnym słowa tego znaczeniu i nagle coś się kończy. Partner jest, ale może nas łączyć dalej miłość bez dopełnienia. Czy naprawdę to można przezwyciężyć i nie zasmakować już takiego uniesienia? Przecież to też daje nam dużo wbrew wszystkiemu zdrowia. Wpływa na psychikę, na nasze zachowania itd.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Zdarza się na świecie miłość 'dopóki śmierć nas nie rozłączy'. Polecam do przeczytania tą wzruszającą historię. Artykuł świetnie jest napisany, czyta się go wręcz rozkosznie, mimo że bardzo smutny:

http://wyborcza.pl/1,76842,5859070,Pocalowalam_Dudka_po_raz_przedostatni.html

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
Długi ten artykuł i nie chce mi się czytać :-P Przeleciałam tylko pobieżnie . Streść tu choć trochę własnymi słowami , będzie ciekawiej.

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
"Przez pierwsze lata byliśmy krwistym małżeństwem. Uprawialiśmy seks, kochaliśmy się jak zwierzęta. Kiedy do naszego związku wszedł tętniak - baliśmy się siebie dotknąć. Później łapaliśmy każdą chwilę razem, żeby się sobą nacieszyć."

"Przez pierwsze dni po operacji miał bardzo napięte mięśnie palców. Moim zdaniem mogła to być pierwsza faza stężenia pośmiertnego. W trzeciej dobie straciłam już głos od nieustannego nawoływania: "Heniu! Heniu! Obudź się!".

"Po pięciu miesiącach woziłam już męża na wózku inwalidzkim po szpitalu. Każdy lekarz otwierał oczy. Nikt nie wierzył, że się nam uda. Dudek siedział i w rękach tak pionowo trzymał gałązkę świeżej lipy. Kiedy już na stałe został odłączony od respiratora, powiedziałam do profesora prowadzącego: - Czas do domu."

Nie moge tego dobrze strescic, bo nie mam takiego polotu pisarskiego jak autor. Nie ma pospiechu. Gdy dzieci pojada do pracy, gdy wnuki odprowadzisz do szkoly, usiadz z herbatka i przeczytaj, bo warto. Nawet jakby to mialo byc za 20 lat ;-)

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[quote="madrav"]Gdy dzieci pojada do pracy, gdy wnuki odprowadzisz do szkoly, usiadz z herbatka i przeczytaj, bo warto.[/quote] Masz wyjątkowy dar . Wydaje Ci się to takie zabawne. Już po tych słowach iście inteligentnych nie chce mi się dalej prowadzić dyskusji w tym temacie. Napisałam w twoim FLAME że odgrywanie roli komika w każdym temacie może zemdlić.
[quote="madrav"]Nawet jakby to mialo byc za 20 lat ;-)[/quote] Więc za 20 lat do Ciebie się odezwę o ile będziesz w stanie wykrzesać z siebie normalną dyskusję. Bo jak widać gdy poprosiłam Ciebie o swoje słowa odnośnie artykułu, nie potrafiłeś tego. Człowiek nie żyje tylko parodią, więc naucz się tego- do usłyszenia za 20 lat :mrgreen:

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach
[b]fortuna[/b], Nie bylo tu komedianctwa. Chodzi mi o to, ze reportaz jest wart przeczytania, nawet pozniej (jesli teraz nie ma sie na to czasu). Nie chcialem go strzeszczac, bo jest to tekst bardzo osobisty, wzruszajacy, pisany w pierwszej osobie. Nie oddalbym cierpienia osoby tej kobiety, jej woli walki o zycie meza oraz ignorancji otoczenia, a tym samym stworzylbym zapewne plytki obraz tego o czym tak naprawde pisze autorka.

Podziwiam takie osoby. Nie wiem czy byloby mnie stac na az takie poswiecenie. I sie nie dowiem, dopoki nie znajde sie w tak tragicznej sytuacji. Moze bede trwal przy chorej osobie az do konca jej dni albo swoich, a moze po prostu odejde. Jak to powiedziala Szymborska: "Tyle o sobie wiemy, na ile nas sprawdzono".

Udostępnij tę odpowiedź


Odnośnik do odpowiedzi
Udostępnij na innych stronach

Dołącz do dyskusji

Możesz dodać zawartość już teraz a zarejestrować się później. Jeśli posiadasz już konto, zaloguj się aby dodać zawartość za jego pomocą.

Gość
Dodaj odpowiedź do tematu...

×   Wklejono zawartość z formatowaniem.   Usuń formatowanie

  Dozwolonych jest tylko 75 emoji.

×   Odnośnik został automatycznie osadzony.   Przywróć wyświetlanie jako odnośnik

×   Przywrócono poprzednią zawartość.   Wyczyść edytor

×   Nie możesz bezpośrednio wkleić grafiki. Dodaj lub załącz grafiki z adresu URL.


×
×
  • Dodaj nową pozycję...