Skocz do zawartości

holigans12

Members
  • Zawartość

    14
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutral
  1. [img]http://silberberg.pl/images/ilustracje/wampir.jpg[/img] Encyklopedycznie: Wampir zwany też upiorem to fikcyjna istota o trudnej do wyjaśnienia genezie, ?żywy trup? (nie ma jednak kości, lecz chrząstki) żywiący się wg. legend ludzkim ciałem i krwią. Może wchodzić w stosunki z żywymi. W miarę upływu czasu wampir w coraz większym stopniu upodabnia się do człowieka (zrastają mu się chrząstki). Według słowiańskich wierzeń, wampir powstawał z niepogrzebanych (niespalonych) zwłok, stąd jego silne związki z własną rodziną ? jej dręczenie, jeśli nie dopełniła obowiązku wobec zmarłego, oraz stosunki mężczyzn-wampirów (zmarłych daleko od domu, zaginionych i powracających) z własnymi żonami. Jego dzieci mają dar rozpoznawania wampirów i ich niszczenia. Wiara w wampiry musiała nasilić się po przyjęciu chrześcijaństwa i zarzuceniu ciałopalenia. Znaczne jej upowszechnienie oraz znajomość sposobów ich zwalczania sugeruje, że słowiański wampir musiał mieć swój odpowiednik w innych kulturach. Niewykluczone, iż jedną z dróg rozprzestrzenienia się ?wampiryzmu? były opowieści słowiańskich mamek, opiekujących się, we wczesnym średniowieczu, zachodnioeuropejską dziatwą (eksport ludzkiego towaru na Zachód był wówczas na Słowiańszczyźnie najbardziej dochodowym interesem, stąd zaskakujący w średniowiecznej Anglii zachodniosłowiański Černebog/Zernebok). Fragment pochodzi z www.wikipedia.pl Etymologia słowa Wampir: PIE. *ăn-p?r-?-s , prawdopodobne jest starosłowiańskie *ą-pěr-?, które dało staro polskie*(v)ą-pěr-?= wąpierz i późną pożyczką z zachodu. Historia wampirów, zaczyna się ok. 1431r. kiedy to Vlad Tepes urodził się w Sighişoarze jako drugi syn wołoskiego księcia, Vlada II Drakuli. Vlad II był członkiem Zakonu Smoka, czemu zawdzięcza swój przydomek. Zakon Smoka był swoistą wspólnotą militarno-religijną, stworzoną w 1387 r. przez króla węgierskiego, Zygmunta Luksemburskiego, dla obrony chrześcijaństwa oraz do walki z tureckim Imperium Osmańskim. Symbolem zakonu był smok, stąd też jego nazwa (Dracul znaczy po rumuńsku smok). Prawdopodobnie podczas pierwszej bitwy w której wziął udział, Vlad został pojmany przez Turków, wraz z młodszym bratem Radu. Vlad i Radu stali się bardzo wartościowymi zakładnikami będąc synami lokalnego księcia, tak więc zostali zabrani do Istambułu i uwięzieni przez sułtana Mehemeta. Po uwięzieniu synów, Vlad Dracul - ojciec - starał się bezskutecznie wykupić ich z niewoli tureckiej. Te próby pertraktacji zostały postrzeżone przez Jana Hunyadi'ego (króla Węgier - faktycznego chociaż nie tytularnego, najbardziej wpływowego członka Zakonu Smoka). Hunyadi wynajął morderców, którzy zabili Dracula (ojca) i jego starszego syna (starszego brata Vlada) Mihnea. Vlad Tepes, długo jeszcze był atakowany przez Turków, tak więć zrozumiał, że jedynym sposobem przepędzenia Turków i zostania księciem Wołoszczyzny, było zjednać sobie pomoc Jana H. - mordercy jego ojca i brata. Jan H. zgodził się na powrót Vlada. Razem usunęli z tronu Radu, który został władcą dzięki sułtanowi. Vlad odzyskał tron wołoski rozpoczynając drugą i najbardziej niecną część swego panowania. Vlad Tepes czując że jest najsilniejszym wodzem, lubił napadać na inne miasta, i wymordowywał ludzi, napijając ich na pal (Vlad Tepes jest znany także jako Książe palownik). W 1477r. gdy zginoł, rozniosła się plotka że Vlad wstał zzagrobu i morduje wszystkich, a także że jest Księciem wszystkich wampirów. Plotki te rozgłaszali kupcy transylwańscy którzy nie zgadzali się z prawam handlowym ustanowionym przez niego w 1459. Lecz nikt nie potwierdził tej teorii! Miano wampirzycy bardziej by przysługiwało Elżbiecie Batory która to rzekomo kompała się w krwii dziewic, wierząc że doda jej to urody. Lecz według starodawnej Księgi Nod (można ją ściągnąć u nas), pierwszym wampirem był Kain brat Abla, i syn Adama i Ewy. Wtedy właśnie pojawia się w biblii mowa o pierwszym zabójstwie (Kain zabija Abla), Kain został przeklęty przez Boga, i założył miasto Nod. Wzmianki o wampirach można znależć w starych notatkach np.: W 1732r. członkowie serbskiej komisji rządowej wg tego opisu szukali osobników tego gatunku w wiosce Medwegna, w pobliżu Belgradu, przekopując 13 grobów. Wedle zapisków trzy ciała nie były dotknięte procesem gnicia, a po otwarciu ciał w żyłach zmarłych płynęła świeża krew. Otóż młody serbski żołnierz powrócił do domu po służbie odbytej w Kostatitsa w Grecji. Zwierzył się swej ukochanej, że gdy był w wojsku, zaatakował go wampie. W niedługim czasie zmarł i pochowano go na cmentarzu. W krótkim czasie można go było zobaczyć, spacerującego nocą. Jednocześnie ludzie, którzy go spotkali, odczuwali osłabienie, a niektórzy z nich zmarli. Grupa wojskowych odkryła grób zmarłego i zobaczyła ciało bez najmniejszych śladów gnicia oraz ściekającą z jego ust stróżkę krwi. Gdy wbito mu kołek w serce, rzekomo wydał z siebie przeraźliwy jęk i chlusnął w nich strumieniem krwi. W wołoskiej wsi Merul w ciągu pięciu miesięcy powstający z grobu zarazili 80 osób. W Kapnicku koło Siedmiogradu w 1753r. spalono na stosie Dorotheę Pihsin, którą odnaleziono w grobie owinięta w nasiąkniętą ludżką krwią chustę. Można też znależć wzmiankę o wampirach w notatkach John?a Heinrich Zopft: ?Wampiry powstają w nocy ze swych grobów, napadają na ludzi, którzy spokojnie śpią w łóżkach, wysysają wszystką krew z ich ciała i mordują. Wbicie drewnianego kołka w serce to jedyny sposób na zabicie wampira. Zwłoki należy spalić.? Ale dzisiejsza nauka potrwafi (cząstkowo) wytłumaczyć te dziwne stworzenia, choroba upodabniająca do wampira to ? PORFIRIAŁ. LECZ DALEJ NIE WIEMY DOKŁADNIE CZY ISTNIEJĄ CZY NIE?
  2. WARSZAWA Dominikański Ośrodek Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych - Warszawa, ul. Dominikańska 2, tel. 0/22 843-62-11; Ruch Obrony Rodziny i Jednostki - Warszawa, ul. Konopczyńskiego 4, tel. 0/22 827-89-67. Telefon zaufania dla osób zagrożonych przez sekty 0/22 853-52-22 SZCZECIN Klasztor Ojców Dominikanów ul. Ofiar Katynia 1, tel. 423253 wew. 132
  3. 24-letnia oświęcimianka - Agata O. * tuż przed maturą wpadła w sidła sekty. Zaczęło się niewinnie - od spotkań w gronie jej członków, na które przychodziła ze swoimi znajomymi... Zachwycona ich niecodziennym podejściem do życia, sypiących jak z rękawa prostymi receptami na kłopoty, zawiłe problemy, stresy, uczestniczyła w zebraniach sekty (że jest to grupa toksyczna nie uświadamia sobie do dziś) coraz częściej i chętniej. Przeszła, nie zdając sobie z tego sprawy, solidne "pranie mózgu", została "zbombardowana miłością" i przekonana, że jej dotychczasowe życie było puste, jałowe, snobistyczne. Jednocześnie wzbudzono w dziewczynie poczucie winy - żyła zawsze dostatnio, otoczona miłością rodziny, gdy tymczasem wielu nie doznało jej ze strony bliskich, klepało biedę, miało trudne dzieciństwo (awantury, alkohol w domu, noce spędzone na klatkach schodowych itp.). Przechodząc na tory myślowe sekty, Agata zmieniła swój stosunek do rodziców i wszystkich dotąd bliskich sobie ludzi, teraz traktowanych jak wrogów próbujących ograniczyć jej wolność. Oni - rodzice, była o tym przekonana, mają wobec swojego dziecka (to co, że już pełnoletniego!) tylko obowiązki, tzn. muszą zapewnić jej dach nad głową, "wikt i opierunek", ona - wyłącznie prawa - może robić co chce, przebywać z kim chce, wracać do domu, kiedy ma na to ochotę (wszak skończyła 18 lat!). Jeśli próbowali prośbami i groźbami przekonać córkę, że jest w błędzie, że postępuje źle i rani ich, ta perswadowała im, że szykanują ją za wiarę. Funkcjonowała w sposób skrajnie niezdrowy, cały swój czas i energię poświęcając działalności, jaką narzuciła jej sekta. W pewnym momencie stała się wyalienowanym człowiekiem, zdolnym do rozmowy na jeden tylko temat - grupy i propagowanych przez nią wartości. Jej oddaną członkinią stała się po zdaniu matury. Gdyby sekta całkowicie omamiła ją wcześniej, pewnie by nawet nie przystąpiła do egzaminu dojrzałości. "Zasługą" destrukcyjnej grupy było przecież to, że zrezygnowała z planowanych od dawna studiów, mimo zdanych już wcześniej egzaminów. Nie jedyną, jak się później okazało... Aby Agata nie odczuwała pustki po skończeniu szkoły, znaleziono jej pracę kilkadziesiąt kilometrów od Oświęcimia. Codziennie docierała na miejsce pociągiem - wyjeżdżała rano, wracała w późnych godzinach wieczornych. Początkowo, przez 2 tygodnie zatrudniana była za darmo (nazywało się to "przyuczanie się do zawodu"), potem za marne grosze. Agacie tłumaczono, że praca ma przynosić zadowolenie, pieniądze nie są najważniejsze. Zresztą, w razie trudności, choćby finansowych, może przecież liczyć na tych, którzy jej nigdy nie zawiedli (czyli członków grupy). A poza tym są rodzice, którzy mają obowiązek zapewnić córce utrzymanie, a tzw. kieszonkowe ma dzięki pracy. Po 6 miesiącach, mimo wszystko, zrezygnowała z zajęcia. Sekta, aby utwierdzić dziewczynę w przekonaniu, że o nią dba, dała jej na to kolejne dowody. Nakłoniła Agatę do zerwania kontaktów z rodziną, zapewniła mieszkanie u leciwej, obłożnie chorej kobiety, którą miała się opiekować w zamian za locum (na jedzenie musiała zarabiać dobrymi uczynkami, czyli sprzątaniem, myciem okien u osób w hierarchii sekty stojących dużo wyżej niż ona sama). Opieka toksycznej grupy nad dziewczyną sięgnęła jeszcze dalej, bo... roztoczona została na układy damsko-męskie. Znaleziono jej chłopaka, a właściwie mężczyznę 23 lata starszego od niej, schorowanego, który początkowo spełniał rolę ojca, a z czasem stał się potencjalnym kandydatem na męża. Po kilkumiesięcznym okresie znajomości skojarzona para wzięła ślub i wyjechała z miasta. Gdzie są, co robią - nie wie nikt. Świat Marii i Antoniego O. - już po wcześniejszych przeżyciach dostarczonych przez córkę - chwiejący się dotychczas, teraz legł w gruzach. W błędzie jest jednak ten, kto sądzi, że rodzice wykreślili ją całkowicie ze swojego życia. Nie. Kochają swoją jedynaczkę nadal i ciągle wierzą, że kiedyś opamięta się, zrozumie swój błąd i powróci do nich z wyimaginowanego, zbudowanego przez sektę świata do normalności... Ona, chociaż o tym jeszcze nie wie, została przez toksyczną grupę okaleczona psychicznie. Stała się jedną z ofiar psychomanipulacji dokonanej przez "bezinteresownych" werbowników - dobroczyńców. Uległa działaniom destrukcyjnej grupy, a teraz sama włączyła się w jej "misję". Skrzywdziła, głęboko zraniła, nie tylko siebie, ale i swoich najbliższych. * Mówi się, że w Oświęcimiu grupy parareligijne nie funkcjonują, że sekty nie wysunęły tutaj swoich macek, co jest oczywiście wierutną bzdurą, a czego dowodzi choćby wcale nieodosobniony przypadek Agaty. Historia tej dziewczyny jest autentyczna, celowo jednak pominęłam nazwę sekty, do której dziewczyna została wciągnięta. Temat sekt, grup toksycznych, destrukcyjnych - obojętnie jak je nazwać, pojawia się w mediach bardzo często. I dobrze, tyle że rzadko kiedy, oprócz adresów placówek, które mogą pomóc ofiarom sekt ("Oświęcimski Chemik" nr 8 /2001, art. "Wyrwałam się ze szponów sekty") mówi się, jak zapobiec lub pokonać problemy związane z metamorfozą bliskiej osoby, dokonującą się pod wpływem wyrafinowanych, stosujących głęboko nieetyczne metody i techniki manipulacji ludzi, jak postępować wobec bliskich, którzy choć z pozoru zachowują się normalnie, tzn. nie uciekają z domu, nie medytują, nie odprawiają podejrzanych misteriów itp., to jednak z każdym dniem psychicznie, pod wpływem nowych znajomych, oddalają się od rodziny. Ojciec Jacek Gałuszka - dyrektor Dominikańskiego Centrum Informacji o Sektach i Nowych Ruchach Religijnych w Polsce - radzi członkom rodzin, w których pojawił się "toksyczny" problem, by reagowali - i to jak najszybciej - zgodnie ze swoimi odczuciami, nie tłumili ich w sobie, otwarcie napiętnowali parareligijne grupy, podsuwali "zagrożonym" materiały na ten temat, dostarczali przykłady osób, które zostały przez nie wykorzystane czy wręcz zniszczone. Poza tym, twierdzi ojciec Gałuszka, o psychomanipulacji, sposobach obrony przed nią trzeba mówić "na okrągło", szczególnie zaś w tych domach, gdzie są dzieci i młodzież. Jeśli nic na temat psychomanipulacji nie wiemy, jesteśmy wobec niej bezbronni, łatwo możemy stać się jej ofiarami. Jeśli ktoś nas zawczasu ostrzega, wiemy na co jesteśmy narażeni, jakie są chwyty manipulacyjne - stajemy się ostrożniejsi w kontaktach z osobami, które na siłę chcą się z nami zaprzyjaźnić, przewrócić nasz dotychczasowy świat do góry nogami w imię "jedynie słusznych" wartości, wykreowanych przez liderów toksycznych grup. Ich członkowie są jak nałogowcy - sami spróbowali, wciągają innych, wybierając przy tym jednostki słabe psychicznie, podatne na wpływy, przeżywające jakieś problemy lub też... żądne wrażeń. Z uzależnieniem trzeba zerwać natychmiast - im szybciej się to zrobi, tym lepiej dla zainteresowanego. Agacie na razie się to nie udało, ale może jeszcze nie wszystko stracone? Mirosława Pierko * Personalia zmieniono
  4. [img]http://www.paranormalium.pl/ilustracje/artykuly/gwiezdne_dziecko_1.jpg[/img] W latach trzydziestych XX wieku rodzice młodej Amerykanki meksykańskiego pochodzenia zabrali ją w odwiedziny do krewnych w małej wiejskiej wsi w górach Chihuahua w południowo-wschodniej części Meksyku. Będąc na miejscu, dziewczyna zignorowała tamtejsze zakazy i poszła badać jaskinie i szyby. W jednym z szybów dokonała wstrząsającego odkrycia: na samym końcu tunelu leżał kompletny ludzki szkielet. Spośród brudu wystawała zniekształcona ręka, połączona z jednym z ramion. Nabrawszy odwagi, młoda dziewczyna zaczęła rozkopywać bru, z którego wystawała ręka. Odkryła płytki grób zawierający istotę mniejszą od człowieka, z ciałem i czaszką tak samo zniekształconymi, jak ręka. Dziewczyna wyniosła czaszkę z szybu i przywiozła do USA, gdzie trzymała ją jako pamiątkę aż do śmierci na początku lat dziewięćdziesiątych. Wówczas czaszka została przekazana człowiekowi, który przetrzymywał ją przez pięć lat i nie wiedział, co z nią zrobić, zakładał jednak, tak jak jej poprzednia właścicielka, że "niesamowita" czaszka jest zaledwie naturalną ludzką deformacją. Mężczyzna wraz z żoną przekazał czaszkę parze nowożeńców, Ray'owi Melanie Young z El Paso w stanie Texas. Melanie była przez kilka lat pielęgniarką położną i bardzo dobrze się znała na wszelkiego rodzaju ludzkich deformacjach. Szybko zorientowała się, że "zniekształcona" czaszka przeciwstawia się wszelkim regułom normalnej deformacji. Najbardziej znaczące było to, że czaszka była zbyt symetryczna, nawet bardziej symetryczna niż ma to miejsce u zwykłych ludzi, i była zdecydowanie lżejsza od typowej zniekształconej czaszki. Oprócz doświadczenia z noworodkami, Melanie i Ray byli członkami miejscowego oddziału MUFON (Mutual UFO Network). Oboje wiedzieli, że ich nowa czaszka przedstawiała wszelkie klasyczne cechy, które pasowałyby do kształtu głowy istoty pozaziemskiej. Mając to na uwadze, Youngowie postanowili przebadać naukowo czaszkę i określić jej pochodzenie genetyczne. Wzięli na siebie zadanie, mając poważne wątpliwości i sądząc, że to prawdopodobnie zwykła deformacja, chcieli się jednak upewnić. Wtedy skontaktowali się ze mną, ponieważ znali opisy moich badań początków gatunku ludzkiego, które przedstawiłem w książce "Everything you know is wrong". Posiadając specjalistyczną wiedzę, porównywałem ludzkie kości z kośćmi praludzi i wykazywałem podobieństwa między nimi, nie byłem więc ekspertem do spraw UFO. Znałem jednak podstawy ufologii, więc moje pierwsze przelotne spojrzenie na "zniekształconą" czaszkę zasugerowało Youngom, że dobrze myśleli, że ich czaszka może pochodzić od istoty pozaziemskiej. Oczy były według mnie takie, jak u większości ludzi. Istnieją dwa okna do zakazanej wiedzy, co czyni aluzję, że wcale nie jesteśmy tym, czym myślimy, że jesteśmy, i że za życia właściciel tych oczu znał sekrety wszechświata, jakie my, Ziemianie, możemy sobie tylko wyobrazić. Przyglądając się oczom (a właściwie oczodołom), czułem to samo, co musieli czuć ludzie w XVII wieku patrzący po raz pierwszy przez teleskop na rozciągającą się przed nimi nieskończoność, świadomi swojej małej wiedzy o fizycznej rzeczywistości. Czułem to samo, co oni, patrząc na podobną głębokość własnej niewiedzy na temat rzeczywistości biologicznej. Wkrótce po tym, jak spojrzałem na moją możliwą przeszłość i przyszłość, zaproponowano mi pracę dozorcy przy czymś, co zostało później nazwane czaszką gwiezdnego dziecka. Następnie zacząłem wypytywać ekspertów w kwestii różnych aspektów anatomii czaszek, wszyscy zapewniali mnie, że zadziwiający stopień "deformacji" czaszki był skutkiem zacisku czaszki (praktykowanego w Ameryce Południowej) oraz z nieprawdopodobnym ale nie niemożliwym połączeniem patologii fizycznych. To znacznie osłabiło moje początkowe przekonanie, że czaszka może być największą relikwią w historii gatunku ludzkiego. Wtedy pojechałem do moejscowej biblioteki i spędziłem wiele godzin, badając informacje o ludzkich deformacjach, które to zapisy uświadomiły mi, że zostałem wprowadzony w błąd przez ekspertów, których wypytywalem. [img]http://www.paranormalium.pl/ilustracje/artykuly/gwiezdne_dziecko_2.jpg[/img] Wolałbym nie wierzyć w to, że umyślnie źle mnie poinformowano. Wolałbym wierzyć, że był to efekt zmieszania osobistego ego i profesjonalizmu z nieposkromioną pychą, wynikającą z bycia poważanym "ekspertem". Po osiągnięciu tak ważnego statusu może wystąpić pokusa wepchnięcia wszystkich kwadratowych kołków do okrągłej dziury konwencjonalnego myślenia, co zresztą może się zdarzyć w każdej chwili. Wybieram więc wiarę w to, że eksperci, których pytałem, działali w dobrej wierze, gnębionej przez ich własną rozległą edukację, która w pewnym punkcie skłania się ku temu, by stać się indoktrynacją prowadzącą do zbiorowej zgody ze skostniałymi dogmatami. W dwóch bibliotekach medycznych znajdujących się w Nowym Orleanie użyłem własnych tekstów, aby odkryć prawdę, że czaszka gwiezdnego dziecka posiadała taką ilość "deformacji", jak żadna inna znana wcześniej czaszka. Indywidualnie każde ze zniekształceń można uznać za efekt innego zniekształcenia, ale połączenie dwóch lub więcej tuzinów zniekształceń w jednej tylko czaszce jest zdecydowanie niemożliwe. Zaprzeczyło to wszystkim zapewnieniom, jakie słyszałem, że "nie jest to czaszka aż tak bardzo różniąca się od innych, widziałem już masę zniekształceń w mojej karierze, jak na przykład (***tą część wypowiedzi pozostawiam do uzupełnienia czytelnikowi***)". To wszystko to były kłamstwa wmawiane albo samemu sobie, albo mnie. Żaden z tych ekspertów nigdy nie widział czegoś podobnego, ponieważ przejrzałem napisane przez nich artykuły i nigdzie nie było nic podobnego do czaszki gwiezdnego dziecka. Moje utracone przekonanie szybko wróciło. Oto, co jeszcze wyszło podczas moich badań: jeśli chodzi o deformacje ludzkiej czaszki, to jest ich ogólnie zbyt dużo. Ponieważ noworodki są tak kruche i ponieważ głowa stanowi centrum podstawowych procesów życiowych (jedzenie i oddychanie), jakiekolwiek poważne nieprawidłowości stanowią wyrok śmierci. Z pewnością w żadnej oddalonej wsi podobnej do tej, gdzie ponoć znaleziono tą czaszkę 900 lat temu, nie istniało żadne społeczne piętno zmuszające do pozbywania się zdeformowanych noworodków, które długo zużywały mizerne zasoby fizyczne organizmu matki. Nie ma więc żadnrgo sposobu, aby dziecko mogło żyć po swoich narodzinach, a mimo to w dobrym zdrowiu dożyło swojej śmierci, która mogła nastąpić w wieku pięciu lat. [Notatka autora: nie ma obecnie żadnego sposobu, aby ostatecznie określić wiek śmierci, więc eksperci mogą się ze mną nie zgodzić] Dziecko za życia, długiego bądź krótkiego, przedstawiało zadziwiająco szeroki wachlarz cech, które nie mogą być uważane za ludzkie, nawet w przypadku izolacji, lub wspólne. Oczy nie są typowe dla ludzi, skronie i czoło także, kości ciemieniowe również nie są typowe dla ludzi, kość potyliczna również, tak samo foramen magnum (otwór, przez który kręgosłup wchodzi do czaszki), waga również nie jest typowa, pojemność czaszki (pojemność mózgowa) również, zatok to dziecko w ogóle nie posiadało, szyja również nie jest typowa dla ludzi. Po prostu to nie jest człowiek. Specjaliści nalegają, aby uznać to dziecko za ludzkie, ponieważ posiadana przez nich wiedza nie pozwala im wziąć pod uwagę możliwości, że to nie jest ludzkie dziecko. Obojętnie jednak, czy są specjalistami, czy też nie, tym faktom nie mogą zaprzeczyć. Zbadajmy czaszkę dokładniej. Najpierw wspomniane wcześniej oczy. Ludzkie oczodoły mają kształt stożka trzymającego gałkę oczną i otaczające ją mięśnie i pozwalają poruszać oczami we wszystkich kierunkach: w górę, w dół, w lewo i w prawo. Stożek ten w najgłębszym punkcie ma głębokość 5 centymetrów i posiada otwory dla nerwu optycznego i różnych naczyń krwionośnych. Czaszka gwiezdnego dziecka nie posiada żadnego stożka, a jedynie płytkie wgłębienie w kości twarzy, w najgłębszym miejscu głębokie na 3 centymetry. Wzrokowe kanały i szczelinki nerwowe są zakrzywione w doł u dołu gałki ocznej i w jej wnętrzu, tym samym sprawiając, że oczodoły są tak różne w swoim kształcie i prawdopodobnie w swoich funkcjach, że próba jakiegokolwiek przyrównania jest jak szukanie igły w stogu siana. Skronie. U ludzi są to grube zespoły mięśni znajdujące się pod łukiem jarzmowym (kością policzkową), rozciągające się na kształt wachlarza i przylegające do czaszki. Połóż swoje palce z przodu głowy i zrób kwaśną minę, aby zobaczyć, jak te mięśnie są przymocowane do czoła na obszarze aż do linii włosów znajdujących się za uchem. U gwiezdnego dziecka łuk jarzmowy jest znacznie zmniejszony i jest odchylony od poziomu pod kątem 45 stopni. Zamiast mięśnia przechodzącego o długości dwóch palców przechodzą tutaj dwie wypchane słomki. I, w prawdziwym cudzie zniekształcenia, te niezwykle zredukowane mięśnie przechodzą przez obszar równy 1/3 powierzchni ciała człowieka. Kość ciemieniowa. U ludzi kości ciemieniowe tworzą podwyższenie czaszki. W tej części głowy możliwy jest szeroki wachlarz różnic, jednak kości ciemieniowe gwiezdnego dziecka wykraczają daleko poza jakąkolwiek odmianę. Istotnie, są one stosunkowo duże w porównaniu z ludzkimi kośćmi ciemieniowymi, eksperci w większości przyjmują pogląd, że musi to być skutek wodogłowia lub obecności wody w mózgu. Jest to wysoce mylące, ponieważ widoczne jest "ugięcie" lub depresja wzdłuż szwu łączącego ze sobą dwie kości ciemieniowe w tylnym ciemieniu głowy. Tutaj również musimy zakwestionować opinię "ekspertów", ponieważ jest ona powielana tak często, choć z oczywistych powodów jest niewłaściwa. Potylica i szyja. Potylica jest dużą zakrzywioną kością pokrywającą niżej położoną część ludzkiej głowy. W pobliżu jej środka zauważalny jest wybój nazywany "tyłem głowy", stanowiący punkt początkowy szyi. Nad tyłem głowy znajduje sie czaszka, pod nim szyja. Nasadki szyi rozchodzą się promieniście w łuku, wychodzą z tyłu głowy i poniżej wyrostków sutkowatych, które chronią kanały słuchowe. Jest to duży obszar, porównywalny z obszarem nasady mięśni skroniowych. We wszystkich przypadkach potylica nie może przechodzić pod tyłem głowy bez uszkadzania mięśnia. Tymczasem u gwiezdnego dziecka cała potylica jest płaska, jak gdyby była w taki sposób zaprojektowana, z delikatnie falującą powierzchnią, co nie pozwala na jakiekolwiek połączenie. Ponadto, tył głowy jest subtelnie wklęsły względem otaczającej go kości. I tak jak w przypadku mięśni skroniowych, mięśnie szyi są zmniejszone i są ułożone w półkole pokrywające około 1/3 ludzkiej szyi. Foramen magnum. U ludzi otwór ten jest umieszczony z tyłu czaszki pośrodku, aby zbalansować ciężki tył czaszki względem zasadniczo pustej części przedniej. Przednia część ludzkiej twarzy posiada liczne otwory, dwa głębokie oczodoły, głównie puste przejście nosowe i raczej duży otwór gębowy. W ten sposób ciężar mózgu jest przesunięty do tyłu, pod nim znajduje się otwór. Otwór u gwiezdnego dziecka znajduje się na środku pod głową i balansuje ją jak niekształtną piłkę golfową na pionowej podstawce. To przesunięcie ciężaru do środka jest konieczne, ponieważ czaszka dziecka jest właściwie od ściany do ściany wypełniona mózgiem. Nie ma żadnych jam zatokowych, znacznie mniejsze są też oczodoły widoczne nad małymi otworami nosowymi i otworem gębowym. Waga i objętość mózgu. Czaszka dorosłego człowieka bez dolnej szczęki waży około kilograma. Czaszka przeciętnego pięciolatka waży około 0,7 kilogramów. Czaszka gwiezdnego dziecka bez dolnej lub górnej szczęki waży 0,4 kilogramów, z obiema szczękami może ważyć jakieś 0,45 kilogramów. Jego kość jest znacznie lżejsza niż u człowieka i o połowę grubsza. Być może najbardziej zaskakująca różnica tkwi w objętości mózgu. Pojemność mózgu u przeciętnego dorosłego wynosi około 1400 centymetrów sześciennych. U dziecka jest to 1200 centymetrów sześciennych. Obojętnie w jakim wieku było gwiezdne dziecko, pojemność mózgu wynosiła u niego aż 1600 centymetrów sześciennych! Testy DNA. Udowodniono, że matka gwiezdnego dziecka była człowiekiem, ale jego ojca nie udało się zidentyfikować przy użyciu środków chemicznych rozpoznających tylko ludzkie DNA. Jeśli o matce wiemy, że była człowiekiem i że z pomocą podręczników nie możemy odtworzyć jej jądrowego DNA, sugeruje to z wysokim stopniem pewności, że ojcem gwiezdnego dziecka nie był człowiek. Jednakże wysoki stopień pewności nie jest dowodem i może pochodzić tylko z kompletnej poprawy wszystkich aspektów pakietu genetycznego przekazanego gwiezdnemu dziecku przez rodziców. Teraz, na szczęście, pod koniec 2006 roku powstała nowa technika odzyskiwania, która dostarczy kompletnej analizy wszystkich genów gwiezdnego dziecka, wszystkich 3 miliardów podstawowych par oraz profilu genetycznego jego ojca i matki. Ta analiza może zostać ukończona w 2009 roku i każda wskazówka, jaką będziemy posiadać, udowodni nam ponad wszelką wątpliwość, czy gwiezdne dziecko jest hybrydą człowieka i istoty pozaziemskiej. Lloyd Pye, UFOdigest.com Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios
  5. Artykuł, który teraz przeczytasz, jest przedstawieniem problematyki demonologii przez przeciętnego, sceptycznie do demonów nastawionego amerykańskiego zjadacza chleba. Z pewnych powodów postanowiłem go przetłumaczyć i umieścić tutaj, ponieważ wyjaśnia on pewne kwestie związane z demonami (głównie rozwiewa mit stworzony przez Kościół Katolicki). [img]http://www.paranormalium.pl/ilustracje/artykuly/demon_mit.jpg[/img] Nie mogę tego dłużej znieść! Demony, demony, demony. Wszędzie demony, pod każdym prześcieradłem i w każdej szafie. Co poważniejsi, wykształceni i "nieurojeniowi" tropiciele-badacze obserwują, jak rozgniewana ziemia związała ludzkie dusze (duchy), "urojeniowe i święte ortodoksy religijne zrobiły pranie mózgu" jak nieludzkie demoniczne byty. Tak właściwie, tak może być w kinie, ale nie w rzeczywistości. Zafascynowało mnie w 2005 roku to, że istnieją wciąż ludzie żyjący według nauk starożytnego Kościoła katolickiego. Cały scenariusz szatana i demonów został utworzony przez starożytny Kościół w celu kontrolowania swoich członków. Ich motto brzmiało "Żyj w strachu i bądź grzeczny". Jak widać, niektórzy nadal żyją według tego nonsensu. Dziś istnieje tak zwana i głoszona "Demonologia", która jest łączona z różnymi grupami polującymi na duchy, zwracającymi na siebie uwagę i widzącymi wszędzie duchy. W chwili, gdy nie widzę nic więcej prócz rozgniewanego ducha próbującego przekazać wiadomość, oni widzą Pazuzu (demona, którego posiadał Regan w "Egzorcyście") szerzącego wokół spustoszenie. Jeśli badasz i zbierasz informacje na temat pochodzenia szatana i diabła, wykorzystując oryginalne teksty aramejskie (dużo wcześniej powstały teksty w języku hebrajskim, greckim i wielu innych), zobaczysz, że wszystkie odniesienia do piekła i jakiegoś mistycznego złego ducha w rzeczywistości były źle rozumianymi idiomami, które używane były języku aramejskim w krajach ówczesnego wschodu. To może rozwiać wszelkie spory dotyczące istnienia diabła i służących mu demonów. Jedynie duchy nawiedzające różne miejsca na ziemi są tymi z ludzi, którzy umarli i nie są świadomi swojej śmierci lub podjęli decyzję, by z jakichś powodów pozostać na ziemi. Nie znam żadnych dowodów na faktyczne istnienie demonów prócz tych amatorskich grup polujących na duchy oraz prócz specjalistów od demonologii. Moim zdaniem, są one tylko wymysłem ludzi, szukających rozgłosu w radiu i w telewizji. Demony istnieją tylko w filmach i nie traktuję poważnie nikogo, kto wierzy w te nonsensy... William Max Fink, TEXASGHOSTS@webtv.net Tłumaczenie: Ivellios
  6. [img]http://www.paranormalium.pl/ilustracje/artykuly3/hitler_himmler.jpg[/img] Na pierwszy rzut oka duży okrągły pokój w piwnicy zamku Wewelsburg wygląda dość niewinnie. Podłoga wyłożona jest gładkimi, starannie wyciętymi kamieniami. Lśniące, kamienne, łukowate ściany majestatycznie sięgają wysokiego sufitu. Na samym środku pokoju leży zapadnięty kamienny ołtarz z wypastowanymi stopniami prowadzącymi wzdłuż wypalonego i popękanego kamienia. Stąd widać trzynaście świec migocących na pochylonych ścianach. Ale gdy tylko spojrzysz w górę, znaczenie tego pokoju staje się przerażająco oczywiste. W pośrodku kopuły znajduje się ogromna swastyka. Ten pokój stanowił główną twierdzę satanistycznego kultu, który stworzył i kierował niemiecką partią nazistowską. To tak zwane Towarzystwo Vril zrzeszało wielu współpracowników Hitlera, w tym Himmlera, Bormanna i Hessa. W centrum całego kultu był Hitler, który, jak wierzono, był psychicznym medium kontaktującym się z potężnymi siłami, które mogły stworzyć wszystko podbijający naród aryjski. Niektórzy upatrywali w Hitlerze Mrocznego Mesjasza. Historycy mieli skłonności do bagatelizowania okultystycznych fundamentów nazizmu, obawiając się trywializacji jego przerażających przestępstw wojennych, jednak wyemitowany ostatnio przez Discovery Channel film dokumentalny ujawnił historię tajemniczej religii w samym sercu nazistowskich Niemiec. Co dziwne, uważa się, że ta religia oparta była na dziewiętnastowiecznej powieści fantastycznonaukowej, w której przewidziano latające spodki, rasę kosmitów mieszkających wewnątrz Ziemi i tajemniczą siłę zwaną Vril. "Mity okultystyczne odgrywały w nazizmie najważniejszą rolę", mówi historyk Michael Fitzgerald. "Przez kontrolę partii nazistowskiej towarzystwo dokonało największych aktów zła XX wieku". "Okultyści z Vril pracowali w ścisłej tajemnicy, robiąc wszystko, by wypromować siłę aryjską. Działania bezpośrednie obejmowały zabójstwa na tle politycznym, przez wywoływanie duchów zmarłych, składanie ofiar z ludzi po wzywanie tajemniczych energii - lub Vril - za pomocą orgii seksualnych", wyjaśnia Fitzgerald [img]http://www.paranormalium.pl/ilustracje/artykuly3/wewelsburg_swastyka.jpg[/img] By zrozumieć, dlaczego partia nazistowska miała obsesję na punkcie okultyzmu i satanizmu, musisz się cofnąć do czasów wiktoriańskich. Pod koniec XIX wieku zarówno Niemcy jak i Wielka Brytania przeżywały okultystyczną obsesję. Był to czas, kiedy każdy szanujący się gospodarz domu mógł jedynie pomarzyć o obiedzie bez odbywającego się po nim wieczorem seansu spirytystycznego. Istniało również spore zainteresowanie wschodnim mistycyzmem, a "prorocy" religii okultystycznych, jak np Madame Helena Bławatska, byli znani w każdym domu. Bławatska wierzyła, że Europejczycy pochodzili od rasy istot przypominających anioły, zwanych Aryjczykami. Sądzono, że Aryjczycy użyli tajemniczych sił psychicznych do budowy piramid, Atlantydy i sieci miast pod Antarktydą. Co więcej, ich potomkowie odnajdywani byli w Himalajach, a znakiem ich była swastyka - w hinduizmie symbol oznaczający szczęście. Te i wiele innych mitów zostało skrystalizowanych w powieści science-fiction "Nadchodząca rasa" (The coming race). Jej autor, Edward Bulwer-Lytton, opowiadał o dziwnych ludziach zwanych Vril-Ya, którzy żyli wewnątrz Ziemi. Dysponowali fantastyczną mocą, używając tajemniczej siły zwanej Vril, której używali również do napędzania latających spodków. "Nadchodząca rasa" i towarzyszący tej powieści szalony mistycyzm mogłyby utonąć w odmętach zapomnienia, gdyby nie I wojna światowa. Pod koniec wojny Niemcy nurzały się w brutalnej anarchii, a cały tłum ekstremistycznych polityków i przywódców sekt łamał prawo i walczył o władzę. Prym wiodła grupa okultystyczna Towarzystwo Thule - z działającą wewnątrz niej sektą Towarzystwo Vril. Towarzystwo Vril znane było z urządzania orgii w celu przyzwania energii okultystycznych - a także w celu ojcowania "rasie panów" dzieci, które miały ponownie zaludnić zniszczone Niemcy. Mówi się, że kobiety biorące udział w takich orgiach miały być opętywane przez duchy i zaczynać mówić w wielu językach. Ich proroctwa zaś były traktowane śmiertelnie poważnie. "Najmroczniejszym aspektem Vril było jednak składanie ofiar z małych dzieci", mówi Michael Fitzgerald, autor książki "Stormtroopers of Satan". "Ranili je ostrym narzędziem w klatkę piersiową i podrzynali im gardła". "W okresie największego rozkwitu Vril w latach dwudziestych w Monachium zaginęły setki dzieci. Podejrzewa się, że wiele z nich zostało zabitych przez sektę, by przyzwać energię Vril. To stwierdzenie może się wydać dziwne, jednak gdy rozważysz to, co ci ludzie zrobili w Trzeciej Rzeszy, składanie ofiar z dzieci wygląda przy tym jak normalne zachowanie", mówi Fitzgerald. Głównym celem Towarzystwa Vril było poszukiwanie Niemieckiego Mesjasza, który poprowadziłby Aryjczyków do dominacji na świecie i eksterminacji wszystkich innych ras - w szczególności Żydów. Jego przyjście zostało zapowiedziane przez ducha nazywającego samego siebie "Bestią z Księgi Wyjścia". Wewelsburg Zamek Wewelsburg Podczas seansu, w którym brali udział członkowie sekty Alfred Rosenberg i Dietrich Eckart, duch miał oznajmić, iż człowiek nazwiskiem "Hitler" przejmie "Włócznię Przeznaczenia" i doprowadzi Aryjczyków do władzy. I już w niecałe kilka tygodni później płomienny młody mężczyzna o zaniedbanym wyglądzie zaczął się pojawiać na spotkaniach Towarzystwa Thule. Nazwisko jego brzmiało Adolf Hitler. Towarzystwo szybko dostrzegło potencjał Hitlera i zaczęło wykorzystywać jego niesamowity osobisty magnetyzm. Potrafił przemienić tłumy ludzi w histerycznych wielbicieli i hipnotyzować nawet najsilniejszych mężczyzn. Siła wydawała się podążać za nim wraz z falami emocji, unoszącymi się wokół niego aż do szaleństwa. W takich chwilach wydawał się być opętany. Hitler był zafascynowany okultyzmem. Był entuzjastą astrologii, numerologii, psychicznego mediumizmu, hipnozy i wróżenia z wody. Krótko mówiąc, młody Adolf mógł próbować wszystkiego, co pozwoliłoby mu przepowiedzieć przyszłość lub dałoby mu nad kimś kontrolę. To właśnie w Towarzystwie Thule Hitler poznał tych, którzy pomogli mu przejąć kontrolę nad Niemcami i rozpętać II wojnę światową. Członkami towarzystwa mieli być Rudolf Hess, Heinrich Himmler, Martin Bormann, Dietrich Eckart, Alfred Rosenberg i Hermann Göring. To właśnie oni posłużyli się Towarzystwem Thule - i działającą w nim sektą Towarzystwo Vril - by stworzyć i wypromować partię nazistowską. Ale nawet wewnątrz tej złowieszczej grupy istniało wewnętrzne jądro, które było nawet jeszcze gorsze, niż mogłoby się wydawać. "Bormann był zagorzałym satanistą", mówi Michael Fitzgerald. "Bormann, wspólnie z Rosenbergiem i Himmlerem, chciał zniszczyć chrześcijaństwo i zastąpić je prawdziwie okultystyczną religią, którą sami tworzyli. Wspólnie z Towarzystwem Thule stworzyli partię polityczną, przy pomocy której mogliby tego dokonać". Gdy w 1933 roku Hitler doprowadził partię nazistowską do władzy, członkowie sekty okupowali wszystkie najważniejsze stanowiska. Hess został Zastępcą Führera, Rosenberg objął funkcję Ministra Trzeciej Rzeszy, Bormann został szefem NSDAP, Himmler był przewodniczącym SS i Gestapo, Göring zaś został dowódcą Luftwaffe. Tylko zmarły Dietrich Eckart, któremu Hitler zadedykował "Mein Kampf" (moja walka), nie dołączył do tego grona. Wkrótce po zdobyciu władzy naziści zaczęli się przygotowywać do światowej dominacji. Pierwszym ich celem była odbudowa armii - tym samym złamanie postanowień Traktatu Wersalskiego, który formalnie zakończył I wojnę światową. Pomimo głośnych i donośnych protestów ze strony Francji i Wielkiej Brytanii, Hitler prawidłowo odgadł, że Alianci będą próbowali uciekać od wojny. W 1938 roku Hitler przyłączył Austrię do Niemiec. Znów został zaspokojony. W ciągu następnego roku większość Europy znalazła się pod jego kontrolą, a jednym z kolejnych celów stała się Wielka Brytania. Głównym elementem ideologii nazistowskiej było ustanowienie Tysiącletniej Rzeszy. Chciano tego dokonać poprzez wypaczenie historii i stworzenie nowej religii opartej na aryjskiej mitologii - tej samej, którą propagowali wiktoriańscy okultystyczni "prorocy" i fantastycznonaukowa powieść "Nadchodząca rasa". Aby tego dokonać, Himmler pod skrzydłami SS założył biuro do spraw badań okultystycznych, zwane Ahnenerbe. Miało ono udowodnić wyższość rasową Niemiec poprzez łączenie ich z mityczną rasą starożytnych Aryjczyków. Himmler miał również nadzieję odkryć starożytne magiczne przedmioty, takie jak Święty Graal i Włócznia Przeznaczenia. Ta druga, jak pamiętasz, była włócznią użytą do zabicia Jezusa Chrystusa po tym, jak został ukrzyżowany. "Możliwe również, że poszukiwali w Etiopii Arki Przymierza", mówi Michael Fitzgerald. "Mieli nadzieję użyć jej rzekomych magicznych mocy do własnych celów". Ahnenerbe zorganizowało serię wypraw w poszukiwaniu starożytnych miast aryjskich ukrytych w Himalajach, na Środkowym Wschodzie oraz w Boliwii. Organizacja plądrowała starożytne obiekty na całym świecie. Nie jest więc niespodzianką, iż Ahnenerbe stanowiło inspirację dla nazistowskich archeologów w "Poszukiwaczach Zaginionej Arki". Ahnenerbe wkładało dużo wysiłku w zgłębianie zjawisk paranormalnych takich jak ESP, psychokineza, wróżenie z wody, astrologia i czarna magia. W rzeczy samej, organizacja wydała na badania sumę równą 10 miliardów obecnych funtów brytyjskich. To mniej więcej tyle samo, ile Alianci wydali na program budowy bomby atomowej. Niewiele owoców pracy Ahnenerbe znajdowało zastosowanie na wojnie, mimo to niemiecka marynarka wojenna miała korzystać z usług jasnowidzów w poszukiwaniu alianckich okrętów wojennych i konwojów na Północnym Atlantyku. "Początkowo robili to całkiem dobrze", mówi Michael Fitzgerald. "Później jednak byli tak przepracowani, szczególnie pod koniec wojny, że zaczynali zawodzić". Przepowiadanie przyszłości było głównym zajęciem nazistów. Ahnenerbe zatrudniało astrologów, wróżbitów runicznych i całą masę osób obdarzonych zdolnościami psychicznymi, by poznać i zbadać przyszłość. Jeden z astrologów, Karl Krafft, szybko zyskał uznanie po tym, jak prawidłowo przepowiedział w Monachium w 1939 roku próbę zamachu na życie Hitlera. Hitler wierzył, że astrologiczna przepowiednia i jego ocalenie były dowodem na to, że okultystyczni bogowie popierali jego "Ostateczne Rozwiązanie". Wprawiło go to w stan mistycznej egzaltacji. Z błyskiem w oczach wykrzyknął: "Teraz jestem zadowolony! To Opatrzność czuwa, bym mógł osiągnąć swój cel". Poprzez Ahnenerbe naziści zaczęli tworzyć okultystyczną cywilizację, by wyprzeć naszą, chrześcijańską. "Zaczęli indoktrynować Hitlerjugend, stosując ideologie satanistyczne", mówi Michael Fitzgerald. "Dzieci przyszłych dowódców SS uczono, że współczucie jest słabością. Zaczęto obchodzić pogańskie święta i odprawiać okultystyczne ceremonie". "Himmler nazywał siebie Czarnym Jezuitą - i był nim. Miał w planach wybudowanie w Niemczech po wojnie pogańskich świątyń. Miały one zastąpić kościoły. Na każdym ołtarzu miał leżeć egzemplarz hitlerowskiego "Mein Kampf"", mówi Fitzgerald. Planowano budowę nowego religijnego miasta skupionego wokół zamku Wewelsburg. Miał to być okultystyczny Watykan, poświęcony wszelkiemu złu. Kolegia miały uczyć przyszłych przywódców Niemiec okultyzmu, w tym psychicznego mediumizmu, hipnozy i dywinacji. Muzea i galerie miały zawierać takie eksponaty jak Święty Graal, Włócznię Przeznaczenia oraz Arkę Przymierza. Miały być również prowadzone badania laboratoryjne poszukujące nowych energii - takich jak Vril - by napędzać lecące ku gwiazdom statki kosmiczne. Dziś nazistowskie zajmowanie się okultyzmem wydaje się całkowicie obłędne. Czy byli oni tylko chorzy umysłowo, czy może działało tutaj coś bardziej złowieszczego? Aż kusi, by napisać, że byli obłąkani, niektórzy sądzą jednak, że Hitlera naprawdę opętały złe moce. Hermann Rauschning, przyjaciel Hitlera i autor jego przemówień, powiedział: "Jest jedna rzecz, która nie pozwala nie nazwać Hitlera medium - medium jest opętane. Nie ulega wątpliwości, że Hitler był opętany przez siły, które miały nad nim władzę i dla których taka indywidualność zwana Hitlerem była jedynie tymczasowym narzędziem". Danny Penman, NewsMonster.com Tłumaczenie i opracowanie: Ivellios
  7. holigans12

    Samozapłon

    Śledztwa policji i pożarników nie dały odpowiedzi, co jest przyczyną tego zjawiska. Jednak pewien amerykański naukowiec twierdzi, że rozwiązał zagadkę fenomenu. Powstało wiele hipotez próbujących wyjaśnić zjawisko samospaleń. Zakładano, że samozapłon wywoływany jest przez pioruny kuliste, które w pewnych warunkach działają jak kuchenka mikrofalowa. Popularna jest też teoria, iż zjawisko zachodzi w wyniku złego stanu fizycznego i psychicznego ofiar. W wyniku nieznanych procesów zapalają się wtedy naturalne gazy wytwarzane przez ludzki organizm, np. metan. Poza tym przyczyną fenomenu może być aktywność plam na Słońcu, zmieniająca funkcjonowanie organizmu człowieka. Wszystkie te wyjaśnienia zostały podważone przez wyniki prac amerykańskiego fizyka, dr Zhiyu Hu. czytaj dalej Do samozapłonu dochodzi nieoczekiwanie. Za przykładowe można uznać zajście, do którego doszło w Londynie jesienią 1982 r. Zapadał zmierzch, Jennie Saffin krzątała się w kuchni. 62-letniej Angielce towarzyszył wiekowy ojciec. Pani Saffin przerwała nagle pracę i usiadła na krześle. W tym momencie starszy pan odkrył z przerażeniem, że jego córka płonie. Płomienie biły z rąk i głowy Jennie, kobieta jednak nie wiła się z bólu, nie krzyczała. Zachowywała się jak w transie. Mężczyzna zaciągnął córkę do zlewozmywaka, by wodą gasić ogień pożerający Jennie od środka i zaczął wzywać pomocy. Wkrótce nadbiegli pozostali członkowie rodziny. Wezwano pogotowie. Kobietę odwieziono do szpitala, jednak ogień dokonał zbyt wielkich spustoszeń w jej ciele, by mogła przeżyć. Czy pani Safin zginęła w wypadku, przez własną nieuwagę? A może ktoś celowo ją podpalił? Drobiazgowe śledztwo policji i pożarników wykluczyło obydwie możliwości. Jennie Saffin okazała się kolejną ofiarą tajemniczego zjawiska - spontanicznego samozapalenia się człowieka. Zajścia takie nie są wyłącznie brytyjską specjalnością. Odnotowano je w wielu krajach. Również w Polsce odnotowano przypadek samozapłonu. 30 stycznia 1998 r. w jednej z wsi pod Kielcami zapłonął nagle półtoraroczny chłopiec śpiący w swoim łóżeczku. Matka poczuła swąd i zaniepokojona pobiegła do dziecięcego pokoju, jednak jej synka nie udało się uratować. Przeprowadzone śledztwo wykazało, że dziecko zmarło, ponieważ ogień wypalił je od środka. Nie nastąpiło to w wyniku czyjegoś celowego działania, lecz był to nie dający się wyjaśnić wypadek. W przypadkach samozapłonu ogień tylko nieznacznie rozprzestrzenia się poza ciało człowieka. Jednocześnie wytworzona zostaje bardzo wysoka temperatura. Kości ofiar spalają się na popiół w ciągu kilku minut. A przecież w krematoriach, gdzie używany jest specjalistyczny sprzęt, do spalenia ciała zmarłego potrzeba kilku godzin i wytworzenia temperatury 1,5 tys. stopni C. Co wywołuje tak niezwykłe zjawisko? Dr Zhiyu Hu, fizyk pracujący w wydziale energii Life Sciences Division przy Oak Ridge National Laboratory w stanie Tennesee, twierdzi, że rozwiązał zagadkę spontanicznych samospaleń. Doszło do tego w związku z opracowaną przez dr Hu metodą lokalnego uzyskiwania bardzo wysokiej temperatury w otoczeniu o temperaturze pokojowej. Do odkrycia przyczyny stawania ludzi w ogniu doszło przy okazji badań nad nowymi metodami pozyskiwania taniej energii. Oak Ridge National Laboratory to ośrodek badawczy działający pod auspicjami amerykańskiego Chemical Society Energy & Fuels. Dr Hu pracował nad reakcją katalityczną przebiegającą w nanoskali, gdzie wykorzystał mikroskopijne cząstki platyny oraz metanol i włókna bawełny. Eksperymenty odbywały się bez udziału zewnętrznego źródła zapłonu, mimo to, gdy składniki znajdowały się w określonych proporcjach, dochodziło do niezwykle silnej reakcji - na niewielkiej powierzchni temperatura podnosiła się niczym w piecu hutniczym. Amerykański naukowiec nie podał niektórych szczegółów podkreślając, że jego odkrycie pozwala niskim kosztem pozyskiwać energię, ma więc znaczenie ekonomiczne i militarne. Metoda ta, jak twierdzi dr Hu, ma rozwiązać kryzys energetyczny zastępując dotychczas wykorzystywane paliwa, ponieważ jest dużo wydajniejsza, a przy tym ekologiczna, wywierając niewielki wpływ na środowisko. Wszystkie organizmy, zarówno zwierzęta, jak też rośliny, czy bakterie, w ramach procesów fizjologicznych uzyskują energię z reakcji utleniania. W wielu z tych reakcji, jako katalizatory występują metale. Na ogół proces przebiega bez szkody dla komórek. - Nasze wewnętrzne silniki są skuteczne tylko w 20 procentach - twierdzi dr Hu. - Jeśli jednak z pewnych powodów wytworzone zostaną w środowisku określone związki, to przy udziale tlenku azotu z powietrza, komórki zwiększają nagle swoją wydajność. Powstaje lokalnie bardzo wysoka temperatura. Naukowiec twierdzi, że jest w stanie kontrolować reakcję przez niewielkie zmiany składu powietrza w pomieszczeniu. Może też uzyskać temperatury znacznie powyżej 600 stopni C. Wystarczy więc drobna zmiana warunków zewnętrznych, aby wywiązała się reakcja z udziałem pierwiastków śladowych w organizmie - zmienia się wtedy natura morfologiczna komórek. Dochodzi do dramatycznej sytuacji, w której rozpętany zostaje iście piekielny ogień spalający fragment organizmu, który zaczął nagle pracować niezwykle efektywnie. Tak właśnie dochodzić ma do spontanicznych samospaleń ludzi, tłumaczy dr Hu. Amerykański fizyk nie zna jednak metody, która by przed samozapłonami ludzi chroniła. Tadeusz Oszubski przeczytajcie to uważnie dowiecie jak powstaje zapłon człowieka [img]http://t3.gstatic.com/images?q=tbn:Xdsv7vGzHhycmM:http://img406.imageshack.us/img406/5339/zwyk322yprzypadekspalenma9.jpg&t=1[/img] [img]http://zerotabu.pl/files/imagecache/article/files/9930yyySAMOZAPLONkopia.jpg[/img] http://www.paranormalium.pl/ilustracje/artykuly/bentley.jpg [img]http://www.paranormalium....uly/bentley.jpg[/img] człowiek po reakcji samozapłonu
  8. Pytanie takie jak w temacie, a dodam jeszcze: -w jakich najczęściej? -jakie lubicie najbardziej? -jakie uważacie za najgorsze? -czy macie jakieś wymyślone wspólnie (własne)?
  9. ja gram obecnie GTA 4 bardziej gry stylu akcji tez nie pogardzę dobrym moprg
  10. [b]Sposób na obejście limitów na Megavideo:[/b] 1. Wchodzimy na stronę: http://www.tv.wrzuc.to/ 2. Rejestrujemy się - zajmuje to dosłownie 3 minuty; 3. W miejscu, polu jest napisane: [i]podaj adres video[/i] wklejamy link do naszego filmu; 4. Klikamy [i]Oglądaj[/i]; 5. Cieszymy się oglądaniem filmów bez limitu! Myślę, że wielu osobom przyda się ten sposób; dziękuję za uwagę, pozdrawiam!
×
×
  • Dodaj nową pozycję...