Skocz do zawartości

WierzęwDuchaŚwiętego

Members
  • Zawartość

    11
  • Rejestracja

  • Ostatnia wizyta

Reputacja

0 Neutral

Converted

  • INTERESTS
    webmastering, ładne panie
  • OCCUPATION
    Bezrobotny
  • WEBSITE
  • LOCATION
    warmińsko-mazurskie
  1. Przeklęty świat tatuażu Jeszcze 30 lat temu zwyczaj tatuowania się – w naszym kręgu kulturowym – był ograniczony do wąskich środowisk utożsamianych z tzw. marginesem społecznym. Tatuaże nosili wówczas głównie przestępcy, narkomani i członkowie różnych subkultur młodzieżowych (skinheadzi, punki, heavy-metalowcy). Przełom XX i XXI wieku stał się jednak widownią niesamowitej wręcz popularności tatuaży. Używając pewnej retorycznej przesady, można powiedzieć, iż zaczęli tatuować się wszyscy: aktorzy, gwiazdy rocka, sportowcy, dzieci z tzw. dobrych domów. Wedle jednej z przeprowadzonych w 1997 roku ankiet co najmniej jeden tatuaż posiadało przeszło 35 procent wszystkich graczy amerykańskiej ligi koszykarskiej NBA (wśród nich takie megagwiazdy owej drużyny jak: Michael Jordan czy Shaquille O ‘Neal). Jeśli chodzi zaś o gwiazdy przemysłu muzycznego, to tatuaże stały się wśród nich wręcz czymś w rodzaju znaku rozpoznawczego. Patrząc na zdjęcia przedstawiające rockmanów można odnieść nieraz wrażenie, iż prześcigają się oni w „ozdabianiu” swego ciała coraz większą ilością, co bardziej to wymyślnych tatuaży. Z badań przeprowadzonych w 2006 roku wynikało, iż zwyczajowi tatuowania się poddało się 40 procent mieszkańców USA w wieku od 18 do 40 lat. Na pomysł promocji tatuaży wpadł nawet przemysł zabawkarski, wypuszczając na rynek „wytatuowane” lalki – doczekaliśmy się już nawet słynnej „Barbie” z tatuażami. Inaczej mówiąc: tatuaże stały się dziś „cool” i „trendy”, a fakt ich posiadania coraz mniej kojarzy się z byciem kryminalistą czy innym „wyrzutkiem społecznym”, a staje się sposobem na naśladowanie podziwianych i oklaskiwanych przez media „celebrytów”. Warto zatem zastanowić się nad tym, czy popularność tatuaży jest pozytywnym, obojętnym moralnie, czy może negatywnym znakiem naszych czasów? Czy modę na tatuaże należy zaliczyć do tego rodzaju mód, które są stosunkowo niegroźne i nieszkodliwe (jak jazda na wrotkach czy deskorolce) czy może kryje się za nią coś więcej? Tradycyjna pogańska praktyka By spróbować odpowiedzieć sobie na te pytania, warto przyjrzeć się z bliska historycznemu rodowodowi tatuaży. Otóż zwyczaj robienia sobie różnorodnych malunków i znaków na ciele był przez tysiące lat popularny wśród sporej części społeczności o charakterze pogańskim, zaś pośród chrześcijan, jeśli występował to bardziej na zasadzie wyjątku niż ogólnie przyjętej normy. Tatuowanie się wśród pogan nie stanowiło bynajmniej jakiejś obojętnej duchowo praktyki w rodzaju naszych społecznych konwenansów mówiących nam, w której ręce należy trzymać widelec, a w której nóż, ale było czynnością naznaczoną w bardzo silny sposób piętnem pogańskich wierzeń i przesądów. W prymitywnych kulturach wykonywanie tatuażu należało często do szamanów oraz innych pogańskich kapłanów i kapłanek, zaś sama ta praktyka była uważana za akt magiczny, mający na celu (w zależności od poszczególnych wierzeń): wywoływanie lub wypędzenie duchów; prośba o ochronę skierowana do zwierząt, bożków, sił przyrody i kosmosu; ochronę przed czarami i urokami; zachowanie młodości bądź uzyskanie nadludzkiej siły, etc. Tatuaże były też traktowane jako symbol oddania się poszczególnym bóstwom czy swoisty znak pozwalający na identyfikację danej osoby w zaświatach (np. Hindusi z Begal wierzyli, że dzieci pozbawione tatuaży nie będą mogły być rozpoznane po śmierci przez swych rodziców). Trudno się zatem dziwić, iż Pismo święte zawiera jasny zakaz tatuowania się: „Nie będziecie się tatuować” [Kapł 19, 28], zaś różni papieże w historii (m.in. Hadrian I) zakazywali chrześcijanom owej praktyki jako pogańskiej i barbarzyńskiej. Przez wieki chrześcijańscy misjonarze ewangelizujący pogańskie ludy i plemiona walczyli też z owym rozpowszechnionym tam zwyczajem. Dość wspomnieć, iż kiedy hiszpańscy konkwistadorzy zetknęli się wśród Azteków z tatuażami z miejsca uznali ową praktykę za dzieło diabła, mimo że wcześniej w ogóle nie mieli z nią żadnej styczności. Oczywiście nie znaczy to, iż do poł. 20 wieku, żaden chrześcijanin nie nosił tatuażu. Owszem zdarzało się to również wśród chrześcijan, a czasami było to nawet motywowane w chrześcijański sposób (np. niektórzy z wyznawców Chrystusa żyjący pośród muzułmanów czynili sobie tatuaże w kształcie krzyża po to by w razie śmierci zapewnić sobie chrześcijański pochówek). Nie ulega jednak wątpliwości, że przez kilka tysiącleci tatuaż był niemal powszechną praktyką wśród pogan, a jeśli zdarzał się wśród chrześcijan to nie działo się to zbyt często. Czym tatuaże są dziś? Ktoś może rzec, iż skoro niektóre ze zwyczajów w ciągu wieków zmieniły swą kulturową treść z pogańskiej na chrześcijańską (jak miało to miejsce np. w przypadku wielu bożonarodzeniowych i wielkanocnych symboli oraz praktyk), to nie możemy potępiać tatuaży tylko dlatego, że niegdyś miały one zazwyczaj niechrześcijańskie znaczenie. Ten argument czasami jest słuszny, ale w stosunku do tatuowania się, jest wyjątkowo słaby, a to z kilku powodów: Po pierwsze: nie wszystkie z rozpowszechnionych niegdyś wśród pogan praktyk i zwyczajów zostało zakazane i potępione przez Pismo święte. Nie miało to miejsca w przypadku malowania jajek (pisanek), przystrajania choinek czy też wypiekania rogalików (co kiedyś czyniono na cześć księżyca, który był uważany przez niektórych politeistów za bóstwo). Jednak w wypadku m.in. takich pogańskich zwyczajów jak: czary, wywoływania duchów zmarłych, składanie swych dzieci w ofierze bożkom czy też tatuowanie się, mamy do czynienia z jasnym zakazaniem ich przez Pana Boga na kartach Starego i/lub Nowego Testamentu. Z tego faktu można więc wnosić, iż o ile część ze zwyczajów może być powiązana z pogaństwem tylko na zasadzie zmiennej i relatywnej (jak w przypadku pisanek, choinkowych drzewek czy rogalików), o tyle niektóre z praktyk mogą być złe i niechrześcijańskie w swej istocie. Czy tatuaże należą do tej drugiej kategorii? Chociaż niektóre z praktyk zakazanych w Starym Testamencie nie zostały potępione na wieczne czasy i dziś już chrześcijan nie obowiązują (jak np. jedzenie wieprzowiny) to jednak fakt, iż tatuowanie się zostało zabronione na kartach Biblii uprawdopodobnia tezę, iż ów zwyczaj jest zły i /lub niebezpieczny ze swej natury, a nie tylko ze względu na zmienne kulturowo-historyczne okoliczności. Prawdą jest, że starotestamentowy Boży zakaz tatuowania się nie został dosłownie powtórzony w Nowym Testamencie, ale nawet to nie jest jeszcze ostatecznym argumentem za poglądem o nieobowiązywaniu go dzisiaj. Wszak starotestamentowe zakazy seksu ze zwierzętami, czynienia ze swych córek sakralnych prostytutek oraz palenia dzieci w ofierze Molochowi też nie zostały w żadnej z nowotestamentowych ksiąg wyraźnie powtórzone, ale któż ośmieliłby się twierdzić, że skoro tak, to nie obowiązują już one chrześcijan? Poza tym, o ile niektóre ze starotestamentowych zakazów (i nakazów) zostały w Nowym Testamencie (wyraźnie lub co najmniej domyślnie) uchylonych, o tyle, żaden fragment z czterech Ewangelii, Dziejów Apostolskich, listów apostołów, czy Apokalipsy św. Jana nawet nie sugeruje, że czynienie na swym ciele malunków i znaków może być dobre, dozwolone i prawowite. Późniejsze wypowiedzi Magisterium Kościoła zakazujące tatuowania się wydaję się potwierdzać, iż owo starotestamentowe przykazanie nie należało do tych z nich, które wraz z nadejściem Nowego Przymierza straciły na swej aktualności i ważności. Nie wydaje się też zbyt prawdopodobną teza, jakoby starotestamentowy zakaz tatuaży dotyczył tylko tych z nich, które były czynione na pamiątkę zmarłych. To prawda, że Boży zakaz tatuowania się jest poprzedzony napomnieniem: „Nie będziecie nacinać ciała na znak żałoby po zmarłym” [Kapł. 19, 28], ale nie każde nacinanie swego ciała jest równoznaczne z robieniem sobie tatuażu. Nacięcie swego ciała zasadniczo polega na zadaniu sobie krwawej rany i to też było często czynione przez pogan w celu uczczenia swych zmarłych. Jednak tatuowanie się jest czymś znacznie więcej niż tylko nacięciem swego ciała, gdyż jego istotą jest pozostawienie na sobie malunków, napisów bądź graficznych symboli. Nacięcie swego ciała i tatuowanie się nie muszą więc być jedną i tą samą praktyką, która została objęta jednym Bożym zakazem. Po drugie: nie ma większych wątpliwości, iż przynajmniej w naszym kręgu kulturowym, zwyczaj tatuowania się, zazwyczaj sprzyja reklamie i promowaniu zła. Olbrzymia większość tatuaży przedstawia demony (lub też ich symbole w postaci np. węży czy smoków), piekło, śmierć, trupie czaszki, potwory, zoombies, przelew krwi, sceny prezentujące tortury, wyuzdaną nagość i seks oraz wulgaryzmy i bluźnierstwa. Warto też wspomnieć, że owe malunki często nie tylko, że są brzydkie i ohydne jeśli chodzi o ich warstwę estetyczną, ale dodatkowo wydaje się, iż owa szpetota jest tu czyniona w taki sposób by z jednej strony sprawiała wrażenie możliwie jak najbardziej odrażającej, z drugiej zaś strony pociągającej i kuszącej (w sztuce coś takiego nazywa się turpizmem). Owszem istnieją tatuaże przedstawiające Pana Jezusa, Najświętszą Pannę Marię czy Aniołów, ale pomijając już nawet fakt, iż w mniejszej części mają one rzeczywiście na celu promocję chrześcijaństwa (częściej ich kontekst jest co najmniej wątpliwy, jeśli nie wprost bluźnierczy) to przecież istnieje wiele o niebo lepszych metod ewangelizacji niż prezentowanie na swym ciele religijnych malowideł. Inaczej mówiąc: tatuaże są kolejnym ze sposobów za pomocą których do postchrześcijańskich społeczeństw aplikowane są okultyzm, bluźnierstwa, zmysłowość, rozwiązłość, brzydota i wulgarność. Po trzecie: tatuowanie poprzez wystawianie swego ciała na pokaz sprzyja próżności i nieskromności, a także jest formą oszpecania się, które zniekształca piękno Bożego stworzenia. Im więcej ktoś czyni na swym ciele tatuaży, tym większą pokusę będzie żywił, by pokazywać je innym, przez co też tym więcej będzie odkrywał swego ciała. Nierzadko tatuaże są nawet czynione w miejscach najbardziej intymnych lub też w ich bezpośredniej bliskości po to by uczynić ich widok bardziej prowokującym i zachęcającym. Zgodnie jednak z Bożą wolą powinniśmy się raczej skromnie ubierać, niż rozbierać i wystawiać swe ciała na publiczny pokaz. Nieskromność w ubiorze i zachowaniu wydatnie sprzyja rozprzestrzenianiu się grzechów nieczystości, a zwyczaj tatuowania się często okazuje się ich sprzymierzeńcem. Poza tym, naturalne poczucie piękna i estetyki podpowiada nam, iż czynienie na swym ciele różnych malunków i znaków bardziej je szpeci, aniżeli wydobywa z niego piękno. Paradoksem jest, że owe oszpecanie własnego ciała często jest czynione w celu uczynienia go bardziej atrakcyjnym i pociągającym, ale nie od dziś wiemy, iż nawet brzydota potrafi być (po początkowych odruchach nakazujących odrzucenie jej) dla ludzi źródłem rozrywki. „Strzeżcie się pozorów zła” Czynienie na swym ciele malowideł, znaków i napisów, nawet jeśli by je uznać nie za złe i/lub same w sobie (co byłoby dyskusyjną tezą) to niewątpliwie wciąż pociąga za sobą wiele z pozorów bezbożności nieprawości. Historyczne pochodzenie tatuażu jest ewidentnie pogańskie, praktyka ta została jasno zakazana przez Pana Boga, zaś współcześnie inspiracje i treść olbrzymiej większości tatuaży należy określić mianem złych i demonicznych. Istnieje więc wiele ważnych powodów by trzymać się od tatuaży z daleka, a niewiele by rozważać „ochrzczenie” czy „chrystianizację” tego zwyczaju. Mirosław Salwowski http://salwowski.msza.net/pub/przeklety-swiat-tatuazu.html
  2. Apostazja nie jest wyborem wolności! To zniewolenie, do którego namawia szatan, ojciec kłamstwa - mówi w rozmowie z PCh24.pl ks. prałat Roman Kneblewski, proboszcz parafii Najświętszego Serca Pana Jezusa w Bydgoszczy. Apostazja jest promowana przez liberalne media w sposób, który nie oddaje jej istoty. Czym więc jest apostazja? To akt świadomego, dobrowolnego wyrzeczenia zbawienia dlatego, że Kościół jest właśnie miejscem naszego zbawienia. Jeżeli ktoś rezygnuje z uczestnictwa w Kościele, przestaje być członkiem mistycznego ciała Chrystusa, a więc jednocześnie z własnej woli wyrzeka się zbawienia. Jest to działanie zupełnie nieracjonalne, bo jeśli ktoś traci wiarę, to co może do tego skłaniać człowieka, jeśli nie działanie szatańskie? To diabelstwo czystej wody! Co może skłaniać człowieka do urzędowego, oficjalnego wyrzeczenia się uczestnictwa w Kościele? Chodzić może tylko o zamknięcie sobie drogi do zbawienia, o wieczne potępienie. Zainteresowany jest tym szatan. Jak należy ocenić namawianie innych do apostazji, do oficjalnego wyrzeczenia się wiary i Kościoła? Powtórzę - jest to diabelstwo czystej wody. Ktoś, kto dopuszcza się tego typu podszeptów, może jednak nie mieć takich zamiarów, świadomości wielkiego zła, do którego namawia. Zły duch posługuje się w tym momencie ignorancją, żeby nie powiedzieć mocniej - głupotą tego, kto do apostazji namawia. W dzisiejszej debacie publicznej w Polsce, namawianie do apostazji podlane jest swoistym „wolnościowym” sosem. Apostazja bywa przedstawiana jako „wyzwolenie”. Szatan jest ojcem kłamstwa! Szatan będzie nazywał wolnością zniewolenie, a faktyczne zniewolenie będzie przedstawiał jako „wyzwolenie człowieka”. To dekalog jest największym orędziem wolności, jest naszą maxima carta libertatis - największą karta wolności w dziejach świata. Dekalog to jasne przesłanie: człowieku, chcesz żyć, chcesz być wolnym i bezpiecznym? Pamiętaj więc, by kierować się tymi wskazaniami, które pozwolą ci żyć i nie utracić wolności. Przekaz ten bywa jednak często odwracany i przedstawiany w sposób zmanipulowany. 10 przykazań bywa przedstawiane jedynie jako nakazy i zakazy ograniczające człowieka. A jest dokładnie przeciwnie! To co zniewala człowieka, przedstawiane jest jako korzystanie z ludzkiej wolności! To dokładnie ta sama metoda, która jest stosowana do epok historycznych. Epoka, kiedy to nie było zasadniczego postępu ludzkiego ducha, bierze swoją nazwę od światła. A „oświecenie” to paradoksalnie najciemniejsza epoka. Nawet w Wielkiej Encyklopedii Francuskiej nie odnajdujemy hasła „duch”. Natomiast epoka w historii cywilizacji zachodniej najbardziej dynamiczna, najświatlejsza, jaką jest wiek XIII, jest określana jako okres „mroków średniowiecza”, saecula obscura. Ojciec kłamstwa działa. Nie wolno się na to nabierać. W jaki sposób modlić się za apostatów? Pan Jezus odpowiada: postem i wytrwałą modlitwą, dla apostaty zawsze istnieje bowiem droga powrotu. Sam kiedyś przyjmowałem na łono Kościoła młodego człowieka, który z początku związany był z wiarą a później oficjalnie związał się z buddyzmem. Jak formalnie wygląda droga powrotu do Kościoła? Apostata może wrócić do wiary, odpowiedź w tej sprawie wydaje kuria. Taka osoba musi w obecności świadków złożyć katolickie wyznanie wiary. Nie jest to specjalnie skomplikowane, wymaga jedynie oficjalnego wystąpienia z taką wolą. Co by ksiądz doradził rodzicom i dziadkom, których dzieci i wnukowie dokonali apostazji? Jaką powinni zaprezentować postawę? Nie ma tu uniwersalnej recepty, to zależy od osobowości, sytuacji danego człowieka. Zachęcenia i namowy przynoszą czasami skutek odwrotny do zamierzonego, dlatego też postawa musi być przemyślana. Nie ma lepszej profilaktyki, niż przykład rodziców poważnie traktujących swą wiarę. Czy popularyzacja apostazji wpisuje się w kampanię walki z religią, Kościołem? Oczywiście, walka z katolicyzmem nasiliła się w latach 60-tych XX wieku. Trwa to nadal, ze zmiennym natężeniem. Aktualnie tendencja ta się nasila, co z drugiej strony mobilizuje nas, katolików. Takie czy inne pojedyncze akcje znanych antykościelnych polityków najczęściej służą przysparzaniu popularności. Często wynika to z klasycznego cynizmu i chęci zbicia kapitału politycznego. http://www.pch24.pl/nie-zamykajmy-sobie-drogi-do-zbawienia,2453,i.html
  3. Jak należy podchodzić do snów, czy należy przypisywać im szczególne znaczenie? Czy wolno katolikowi wierzyć w sny? Sen (ze względu, że nie wiadomo, skąd naprawdę pochodzi) nie powinien być podstawą podejmowania jakichkolwiek decyzji - nawet w przypadku bezpośredniości odbioru i nie przeczenia prawom wiary czy przykazaniom Bożym. Dlaczego? Zaufanie nieświadomości jest detronizacją rozumu ludzkiego (ks. A. Posacki) - a jedynie na rozum człowieka nie ma wpływu Szatan w swoim kuszeniu (z uwagi na wolną wolę, daną człowiekowi od Boga - jeden z dogmatów wiary). Złe może wpływać za to na emocje i sposób odbioru, zmieniając przez to właściwą interpretację - w ten sposób manipulując decyzją człowieka. Oszukując go i dając mu fałszywy obraz, aby zmylić go ze ścieżki wiary. Ale ktoś powie, że przecież w Piśmie Świętym czytamy o snach, które pochodziły od Boga. Oczywiście tak, Biblia zawiera w sobie zarówno pozytywne, jak i negatywne oceny interpretacji snów. Przykładem może być sama Księga Syracha, w jednym miejscu przestrzegająca przed wiarą w sny, natomiast w innym mówiąca, że istnieją takie sny, które Bóg wysyła jako nawiedzenie (Syr 34,6). I tutaj trzeba wyraźnie rozdzielić te dwa podejścia, bo wcale - mimo pierwszego wrażenia - nie są sprzeczne! Stąd - przed jakim traktowaniem snów przestrzega Biblia i nauka Kościoła? I w drugą stronę - jakie traktowanie jest zgodne z dogmatami wiary (katolickiej)? Rozpatrzmy najpierw prawidłowe pod względem wiary podejście do snu i jego interpretacji. Zgodnie z (Dn 2, 16-23) prorok Daniel, wezwany do interpretacji snów, prosił o czas na modlitwę, jednocześnie zabiegając, by i inni modlili się za niego. Józef Egipski natomiast twierdził, że jeśli pewien sen zsyła Bóg, to i do Niego należy jego odczytanie [Rdz 40, 8]. Stąd jasnym jest, że istnieją sny, pojawiające się zgodnie z wolą Boga. I znaczenie takich snów powinno być odczytane nie za pomocą sennika, ale na skutek kontemplacji - modlitwy, w oparciu o wiarę. Co jeszcze jest tutaj ważne, warto o tym wspomnieć - to przykład każdego świętego, objawienie wobec którego zostało uznane przez Kościół. A mianowicie - sens takiego snu/wizji był przedstawiony jeśli nie wprost (na zasadzie bezpośrednich odbioru słów, jakie dokładnie we śnie padły), to w postaci przekazu, jaki odbiorca bez problemu odczytał i zrozumiał samodzielnie, w swoim wnętrzu. (np. św. Jan Bosko) Stąd - żadne senniki nie wchodzą tu w rachubę. Według Księgi Powtórzonego Prawa, kryterium przyjęcia snu jest również fakt, czy sen zbliża do Boga, czy od niego oddala (Pwt 13, 2-4). Sen, który osłabia więź z Bogiem czy umniejsza wiarę w Jego moc, powinien być kategorycznie odrzucony - jako kuszenie i wpływ złego. Ze względów bezpieczeństwa (ukazanych wyżej) prorok Jeremiasz ostrzega: Nie zwracajcie uwagi na sny, jakie śnicie [Jr 29, 8]. Więcej w temacie Czy wolno katolikowi wierzyć w sny? (...) http://www.nonpossumus.pl/biblioteka/jacek_salij/praca_nad_wiara/05.php
  4. Najważniejsze jest, by dziewczyna/kobieta ubierała się skromnie. Jeżeli spodnie nie są obcisłe, krótkie, etc., to nie widzę większego problemu w ich noszeniu przez dziweczyny/kobiety. Rzecz jasna, lepiej jest by kobiety nosiły suknie bądź spódnice, ale mimo to, nie czynię z tego kwestii spornej. Z moralnego punktu widzenia o niebo lepsze są dobrze skrojone damskie "szarawary" niż spódnica mini albo rozcięta do pasa. Oczywiście, faktem jest, że Bóg zakazał noszenia strojów płci przeciwnej. Nie jest jednak do końca ustalone, co jest, a co nie jest strojem męskim i damskim. Przykładowo, niegdyś mężczyźni często nosili suknie. Nie da się więc powiedzieć, że zawsze i wszędzie spodnie będą typowym męskim odzieniem. Ostatecznie rzecz biorąc, istnieją chyba spodnie projektowane specjalnie z myślą o kobietach. To co piszę powyżej nie znaczy, iż jestem zwolenniczką tego, by mężczyzni i kobiety nosili jednakowe ubiory. Wierzę, iż zgodne z Bożym porządkiem jest, by płcie odróżniały się między sobą ubiorem. [b]Ubieramy swoje ciało i dbamy o nie, bo jest przybytkiem Ducha św., świątynią Bożą. Dlatego należy mu się szacunek i odpowiedni strój, ale nie nagość. [/b]
  5. Zanim powiesz „tak” muzułmaninowi Czy związek dwojga ludzi wywodzących się ze skrajnie odmiennych kultur, religii, mentalności może być szczęśliwy i trwały. Na to pytanie znajdziemy odpowiedź w liście od czytelniczki mieszkającej w Anglii. Czytelniczka magazynu "Miłujcie Się" pisze: „Niedawno poznałyśmy kolegów pochodzących z krajów arabskich. Trzeba przyznać, że są bardzo mili i gościnni, mają jednak zupełnie inne obyczaje niż Polacy i – jak się później okazało – co drugi zażywa jakieś prochy. Zrozumiałam, że moje wcześniejsze złe doświadczenia z pewnym chłopakiem były mi potrzebne, aby teraz nie dać się tak łatwo zwieść następnemu, który nalega i – jak to określił – chce, żebym »choć na chwilę« była jego dziewczyną. Tłumaczy mi, że to tylko gra: »No sex, only play!«. (…) Ja mam swoje zasady, on swoje; ja nie wyrzeknę się swojej wiary (katolickiej), on prawdopodobnie swojej (islam) też nie”. Inna nasza czytelniczka, Dorota, która również wycofała się ze związku z muzułmaninem – dużo poważniejszego już – opisuje swoją historię następująco: „Basen i Basam... W nich jestem zakochana. To nie błąd w druku. Basam to imię mojego chłopaka. Jest muzułmaninem. Razem zwykliśmy szaleć w basenie: pływać, nurkować. Do czasu..." Po 2 latach znajomości zaczął odkrywać przede mną swoją prawdziwą osobowość, ukształtowaną przez Koran. Z wesołego, serdecznego dla wszystkich chłopaka zmienił się nie do poznania. Zabrania mi wielu rzeczy, między innymi pływania, które wcześniej wspólnie tak uwielbialiśmy. Nie możemy chodzić na żadne zabawy, nie pozwala mi się spotykać z wieloma moimi znajomymi, chociaż wcale ich nie zna (i nie chce poznać). Nie mogę jeść wieprzowiny i robić wielu innych rzeczy, których lista jest bardzo długa. Doszło nawet do tego, że nie szanuje w ogóle mojej wiary (jestem chrześcijanką). Zmartwychwstanie Jezusa uważa za bzdurę, kopie Biblię, pluje na krzyż. Jeszcze parę miesięcy temu był wspaniałym chłopakiem, który poszedł ze mną na pasterkę w święta Bożego Narodzenia. Dziś nie szanuje mnie i mojej rodziny. Tłumaczy to tym, że teraz „traktuje mnie poważnie”, planując ślub... a i po ślubie sytuacja jeszcze bardziej ulegnie zmianie. Piszę to ku przestrodze wszystkim tym dziewczynom, które tak jak ja zakochały się w muzułmaninie. Oni na początku są naprawdę inni. Ukrywają swoje wychowanie według Koranu. Ukrywają swoje przekonanie o wyższości nad kobietami (są świetnymi aktorami). A gdy już zdobędą ich serca, stają się nagle zupełnie innymi ludźmi... Pełnymi nienawiści, gdy tylko ktoś zrobi coś niezgodnego z Koranem. Dlatego proszę: nie dajcie się zwieść, tak jak ja. Ciągle jednak mam nadzieję, że Chrystus wskaże Basamowi drogę do siebie. Są momenty, gdy poznaję w nim dawnego Basama, pełnego miłości dla wszystkich. Wystarczy jednak, że przejdziemy koło sklepu mięsnego, a pała nienawiścią do wszystkich ludzi na ziemi, którzy jedzą wieprzowinę. Proszę więc o modlitwę za nawrócenie mojego Basama, aby uwierzył, że Chrystus umarł też dla niego, aby i on mógł być zbawiony. Proszę, módlcie się do Jezusa o cud. Mimo wszystko wierzę w dobre serce Basama. On nie zgadza się z niektórymi zasadami Koranu, jednakże nie próbuje ich podważać, bo tak został wychowany. Godzi się na zło, bo myśli, że są to słowa Boga. Dlatego proszę jeszcze raz o modlitwę za niego. Niech Jezus otworzy jego serce na miłość Boga. Wierzę, że dobre serce Basama potrzebuje tylko przewodnika, którym jest Jezus”. Co ma wspólnego światło z ciemnością? Katoliczki rozważające możliwość wyjścia za mąż za muzułmanina (rzadko zdarza się sytuacja odwrotna) powinny wziąć pod uwagę zamieszczone poniżej wskazówki, które spisał ks. Zakaria Butros, duszpasterz Kościoła koptyjskiego w Egipcie, doświadczony w pracy duszpasterskiej i ewangelizacyjnej. Ksiądz Butros często ma do czynienia z małżeństwami mieszanymi, zarówno w Egipcie, jak w Europie i Ameryce. W każdym z tych małżeństw, niezależnie od miejsca, powtarzają się te same problemy. Jedyna różnica polega na tym, że w kraju islamskim, jakim jest Egipt, wobec żon niemuzułmańskich stosuje się więcej przemocy – zarówno przed ślubem, w celu przymuszenia ich do małżeństwa, jak i po ślubie, by zmusić je do przejścia na islam. „On proponuje Ci małżeństwo, a Ty jesteś zakochana w jego wschodniej urodzie. Jest inteligentny, bogaty, wykształcony i uprzejmy. Czego jeszcze może oczekiwać kobieta? Ale okazuje się, że ten doskonały kandydat do małżeństwa jest muzułmaninem. On powie Ci: »Z religią nie będzie problemu. Możesz zachować swoją, a ja zachowam swoją«. Jest, oczywiście, prawdą, że muzułmański mężczyzna może poślubić niemuzułmankę, ale czy jest prawdą, że w tym małżeństwie nie będzie problemów? Aby odpowiedzieć na to pytanie, kobieta powinna się dowiedzieć, co oznacza pojęcie »żona muzułmanina«. Twój status: Islam naucza, że »mężczyzna przewyższa kobietę« (Koran, sura 2:228). Islam naucza, że kobieta ma połowę tych praw, które ma mężczyzna – w sądzie (2:282) i w dziedziczeniu (4:11). Islam traktuje żonę jako własność męża. Na przykład werset 3:14 mówi: »Dobrze jest dla mężczyzny kochać swoje rzeczy: żony i synów, złoto i srebro, i konie...«. Islam nakazuje kobietom zasłaniać twarz, kiedy wychodzą z domu: »I powiedz wierzącym kobietom, by zasłaniały twarze i nie eksponowały swojego piękna« (24:31). Jednocześnie Mahomet uczy, że kobiety są ułomne intelektualnie oraz duchowo. Al-Bukhari (2:541) przekazuje słowa Proroka: »Nie spotkałem nikogo bardziej odartego z rozumu i pobożności niż kobiety«. Twoje małżeństwo. Islam zezwala na poligamię; mężczyzna może mieć jednocześnie nawet cztery żony: »Żeńcie się według waszego wyboru – z dwiema, trzema, czterema...« (4:3). Mąż może rozwieść się z żoną – wystarczy jego ustne oświadczenie – żona natomiast nie może zainicjować rozwodu. »Można rozwieść się dwukrotnie« – mówi Koran (2:229). Jeżeli mąż trzykrotnie wypowiedział formułkę rozwodową, żona nie może powrócić do niego, póki nie wyjdzie za mąż za innego, który również się z nią rozwiedzie (oczywiście kobieta musi z nim również współżyć seksualnie). Nakazuje to Koran (2:230). Islam naucza, że mąż powinien karać żonę, bijąc ją lub odmawiając jej współżycia: »Jeżeli żony okazują brak posłuszeństwa, karzcie je, nie dzielcie z nimi łóżka i bijcie je...« (4:34). Twoje życie seksualne. Islam uważa żonę za obiekt zaspokajający pragnienia seksualne męża: »Wasze żony są dla was polem do zaorania, korzystajcie więc z nich, kiedy tylko chcecie i jak chcecie« (2:223). Twoje dzieci. Twoje dzieci muszą być wychowane w religii ojca-muzułmanina. W przypadku rozwodu dzieci pozostają zawsze z ojcem, który może zabronić Ci widywać się z nimi. Szariat (prawo islamu) stanowi, że w małżeństwach mieszanych dziecko powinno być wychowywane w „lepszej z dwóch religii wyznawanych przez rodziców” – przy czym tą lepszą, oczywiście, w myśl szariatu jest islam. Koran twierdzi, że islam jest jedyną prawdziwą religią (3:19). Niemuzułmanin nie może być nawet przyjacielem muzułmanina: »Wy, którzy wierzycie, nie miejcie za przyjaciół niewierzących, tylko wiernych« (4:144). Twoja przyszłość. Jeżeli twój muzułmański mąż umrze przed Tobą, a jego majątek znajduje się w kraju islamu, zostanie zastosowane prawo muzułmańskie. Żona muzułmanina, która nie przeszła na islam, nie dostanie nic z majątku swojego zmarłego męża. Ta, która przeszła na islam, dostanie bardzo małą część. Według Koranu, muzułmańska żona nie przejmuje majątku po mężu. Jeżeli mąż umrze, nie zostawiając dzieci, żona otrzymuje jedną czwartą jego majątku, natomiast pozostałą część dzielą między siebie jego rodzice, bracia, wujowie i dalsi krewni. Jeżeli natomiast zmarły mąż miał dzieci, żona dostanie tylko jedną ósmą majątku, a resztę przejmują dzieci – przy czym synowie dostaną dwa razy więcej niż córki. Takie prawo ustanawia sam Koran (4:12): »Z tego, co zostawicie, wasze żony otrzymają jedną czwartą, jeżeli umrzecie bezdzietni; jeżeli natomiast są dzieci, żony dostaną jedną ósmą«. Zanim powiesz „tak”. Zanim zdecydujesz się wyjść za muzułmanina, powinnaś poznać powody, dla których on chce się z Tobą ożenić. Jeżeli Twoją motywacją jest miłość, jego decyzja może być wywołana chęcią uzyskania prawa do pobytu w Twoim kraju. Wiem, że »miłość jest ślepa«, a jednak wierzę, że te moje uwagi pomogą Ci otworzyć oczy i ujrzeć prawdę. Być może powiesz, że Twój narzeczony jest niepraktykującym muzułmaninem, jednak nie wolno Ci zapominać, że islam jest czymś więcej niż religią. Jest to cały system religijno-prawny, któremu muszą się podporządkować zarówno muzułmanie, jak i niemuzułmanie w kraju islamskim. W przypadku jakiejkolwiek niezgody pomiędzy Tobą a Twoim muzułmańskim mężem jemu wystarczy znaleźć się na terenie islamskim, by mieć całkowitą przewagę nad Tobą. Jeżeli masz nadal wątpliwości, proponuję Ci obejrzenie filmu Not without my daughter, ukazującego prawdziwą historię Amerykanki, która wyszła za muzułmanina. Są też inne: Princess, Dreams of Trespass oraz The Stoning of Soraya M. Obejrzenie któregoś z tych filmów może Ci pomóc uratować życie. I nie tylko Twoje, ale też życie Twych przyszłych dzieci. »Nie wprzęgajcie się w jedno jarzmo z niewierzącymi. Cóż bowiem ma wspólnego sprawiedliwość z niesprawiedliwością? Albo cóż ma wspólnego światło z ciemnością?« (2 Kor 6, 14). Stolica Apostolska wydała instrukcję Erga migrantes caritas Christi, w której ostrzega katolików przed zawieraniem małżeństw z wyznawcami islamu. Mirosław Rucki "Miłujcie Się" 4/2006. http://www.milujciesie.org.pl/nr/rodzina/zanim_powiesz_tak_muzulmaninowi1.html
  6. Nie istnieje rozwód kościelny i nikt nie może go wprowadzić. Byłoby to działanie przeciwne do nakazu Pana Jezusa: „Co więc Bóg złączył, niech człowiek nie rozdziela” (Mt 19,6). Może natomiast istnieć dekret, orzeczenie odpowiedniej władzy kościelnej, że małżeństwo od początku, tak naprawdę, nie istniało. Jest to więc tylko potwierdzenie stanu, a nie anulowanie małżeństwa. Taką okolicznością, czyniącą małżeństwo od początku nieważnym, jest np. wyraźny przymus do małżeństwa. Gdyby ktoś zawierał małżeństwo pod przymusem, to jest ono od samego początku nieważne, i Kościół jedynie to potwierdza.
  7. Natychmiast po stworzeniu pierwszego człowieka, mężczyzny i kobiety, Bóg ustanowił małżeństwo: ci dwoje będą jednym ciałem (Rdz 2, 24). Dlaczego więc rozdzielamy nasze ciała prezerwatywami, dlaczego przez swoją postawę antykoncepcyjną niszczymy miłość małżeńską i więzy łączące nas z Bogiem? Dzisiejszy świat ciągle nas przekonuje, że zakupiony przez nas towar ma zdolność rozwiązywania naszych problemów. Antykoncepcja jest takim samym towarem i tak samo w zamyśle jej producentów ma rozwiązywać jakiś problem. Chodzi jednak o to, że "problemem", jaki rozwiązuje antykoncepcja, jest miłość małżeńska zakorzeniona w Bogu. Popatrzmy na sprawę trzeźwo: kto wymyślił seks? Jak miał wyglądać seks w zamyśle Autora? Każdy wie, że Bóg zaprojektował współżycie małżeńskie jako pełne zjednoczenie cielesne, dopełniające jedność duchową. Napisane jest: "i poznał Adam swoją żonę Ewę, i poczęła (...)" (Rdz 4, 1). Biblia Tysiąclecia oddaje ten werset słowami "zbliżył się do swojej żony". Akt małżeński ma być aktem w którym małżonkowie stają się szczególną jednością w miłości Jezusa. Antykoncepcja jest zaprzeczeniem tej jedności, tego wzajemnego poznawania się i zbliżenia. Każdy jest w stanie zrozumieć, dlaczego. Akt małżeński jest święty, a ingerencja w jego naturę jest świętokradztwem. Bóg jest obecny w jedności małżeńskiej poprzez sakrament małżeństwa, nie obrażajmy Go więc stosowaniem środków bezczeszczących świętą jedność dwojga ludzi. Zwolennicy antykoncepcji mają odmienną wizję małżeńskiego życia, odartego ze świętości i obecności samego Boga Stwórcy, którą proponują nam wraz z antykoncepcją. I najdziwniejsze jest to, że wielu z nas na to się godzi. Rezygnujemy z tego, co jest naprawdę dobre, na rzecz tego, co stwarza pozory dobra, ale niszczy jedność małżeńską i w konsekwencji burzy nasze szczęście. Tak, nie pomyliłem się: nasze szczęście. Bo jeżeli Bóg zaplanował dla nas szczęściodajną jedność małżeńską, której elementem jest współżycie seksualne i nierozerwalnie związana z nim płodność, to tylko realizacja zamysłu Bożego może dać nam szczęście. Kiedy burzymy zamysł Boga, nie osiągamy szczęścia. Kiedy niszczymy to, co Bóg stworzył, popełniamy grzech ciężki. Kiedy wiedząc, że popełniamy grzech, nadal to czynimy, mamy poważny problem. Ojciec Święty Jan Paweł II nauczał, że poprzez naszą seksualność Bóg powołuje nas do "miłości oblubieńczej", która nadaje ostateczny sens "naszemu bytowaniu w świecie" (16.01.1980). Ta miłość zakłada płodność, więc kiedy swoją postawą antykoncepcyjną mówimy płodności "nie!", popełniamy grzech. Bóg pragnie powołać do życia nowego człowieka, a my, małżonkowie, którzy przysięgaliśmy "przyjąć i po katolicku wychować potomstwo", stosujemy środki chemiczne, hormonalne i mechaniczne, by nie dopuścić do poczęcia... Sprzeciwiając się Bogu, popełniamy bardzo poważny grzech. Nie lekceważmy ostrzeżenia: "Jeśli bowiem dobrowolnie grzeszymy po otrzymaniu pełnego poznania prawdy, to już nie ma dla nas ofiary przebłagalnej za grzechy, ale jedynie jakieś przerażające oczekiwanie sądu i żar ognia, który ma trawić przeciwników" (Hbr 10, 26-27). Bóg stworzył nas i uznał, że wszystko jest bardzo dobrze zrobione (Rdz 1, 31). Nasi prarodzice zapragnęli jednak poznać "dobro i zło" - ponieważ zła nie znali, a wydawało im się ono równie atrakcyjne, jak dobro, które już znali. Aby naprawić ich błąd, Jezus musiał umrzeć na krzyżu jako ofiara za nasze grzechy, przez co umożliwił nam życie w wolności i świętości. Wybierzmy więc to życie w wolności, świętości, miłości i jedności małżeńskiej. Nic nam to nie zaszkodzi, jeżeli zaczniemy szanować plany Boże i żyć w zgodzie z naszą naturą. Wprost przeciwnie - wiele zyskamy. Przede wszystkim umożliwimy Bogu Jego obecność w naszym życiu, bo jest tylko jedna rzecz, której Wszechmocny Bóg nie może uczynić: nie może być tam, gdzie Go nie chcą i gdzie rozmyślnie niszczą to, co On z miłością stworzył.
  8. WierzęwDuchaŚwiętego

    Piekło

    Do wszystkich co nie wierzą w piekło proszę przeczytać fragment, gdzie Szatan przekroczył wszelką miarę kiedy udał się do Ojca Pio podając się za pokutnika. Przecież O.Pio nie żył w średniowieczu tylko w czasach nam bliskich. Oto relacja zdarzeń Ojca Pio: „Pewnego dnia podczas prowadzenia spowiedzi podszedł do mojego konfesjonału mężczyzna. Był wysoki, przystojny, elegancko ubrany i wyrażał się w sposób miły i uprzejmy. Zaczął spowiadać się ze swoich grzechów, które były wszelkiego rodzaju: przeciw Bogu, przeciw człowiekowi i przeciw zasadom moralnym. Wszystkie jego grzechy były wstrętne. Byłem zdezorientowany tymi wszystkimi grzechami, o których mi opowiedział lecz odpowiedziałem mu słowem bożym, przykładem Kościoła i moralnością Świętych. Wtedy ten enigmatyczny pokutnik odpowiedział mi, podając uzasadnienia wszystkich swych grzechów, zawsze z tą samą zręcznością i grzecznością. Usprawiedliwił wszystkie grzechy, których się dopuścił przedstawiając je jako normalne i naturalne czyny ludzkości. Tak samo wytłumaczył się z ciężkich grzechów przeciw Bogu, Naszej Pani i Świętym ciągle używając znieważających, okrężnych argumentów. Postąpił tak nawet w obliczu najohydniejszych grzechów jakie mogłyby zrodzić się w głowie największego grzesznika. Zdumiały mnie jego odpowiedzi, podane w tak subtelny sposób i z taką złą wolą. Zastanawiałem się, kim też on może być. Z jakiego świata pochodzi? Próbowałem przyjrzeć mu się, aby móc cokolwiek wyczytać z jego twarzy. Jednocześnie koncentrowałem się nad każdym jego słowem, usiłując odgadnąć jego tożsamość. Nagle poprzez silne, jasne, wewnętrzne światło poznałem go. Silnym, nakazującym tonem powiedziałem do niego: „Powiedz «Niech żyje Chrystus, niech żyje Maria.»” Kiedy tylko wypowiedziałem te wspaniałe, potężne imiona, szatan natychmiast znikł w błysku ognia zostawiając po sobie straszliwy odór.” (Don Pierino, będący obecnym przy tym zdarzeniu, jest księdzem i jednym z synów kościoła Ojca Pio.) Brat Perino opowiada taką historię: “Pewnego dnia Ojciec Pio był w konfesjonale, za kotarą. Nie była one zaciągnięta do końca i mogłem go widzieć przez szparę. Kolejka mężczyzn ustawiła się z jednej strony, zgodnie z rezerwacjami. Z mojego miejsca, czytając brewiarz, spoglądałem na Ojca od czasu do czasu. W pewnej chwili bocznymi drzwiami wszedł do kościółka jakiś mężczyzna. Był przystojny, miał małe czarne oczy, ciemne, lekko szpakowate włosy, ubrany w czarną marynarkę i spodnie w paseczki. Nie zaintersował mnie szczególnie, więc nadal recytowałem brewiarz, ale jakiś wewnętrzny głos powiedział mi: „Przerwij i spójrz!” Spojrzałem w stronę Ojca Pio. Ów człowiek przechadzał się tam i z powrotem, a potem zatrzymał się na wprost przed konfesjonałem w momencie gdy poprzedni spowiadający się odszedł, i nie czekając na swoją kolej wtargnął do środka między zasłonami stając przed Ojcem Pio. Potem ów ciemnowłosy mężczyzna zniknął mi z oczu. Po kilku minutach ujrzałem go znowu, leżącego na podłodze w rozkroku. Na krześle w konfesjonale ujrzałem już nie Ojca Pio, ale Jezusa. Był młodym, przystojnym blondynem. Spoglądał na człowieka który upadł na podłogę. Potem zobaczyłem znowu Ojca Pio, wracającego aby zająć swoje miejsce. Jego postać zaczęła się łączyć z postacią Jezusa, i po chwili widziałem znów jedynie Ojca Pio. I zaraz usłyszałem jego głos, mówiący „No, pospieszcie się”. Nikt nie zauważył tego zdarzenia! Spowiedź postępowała dalej zgodnie z kolejnością." Piekło istnieje.To fakt niepodważalny :) Trzeba pamiętać, że większość środków masowego przekazu w Polsce, proponując styl życia bez Chrystusa i zasad moralnych, zachęca ludzi do pójścia drogą prowadzącą do zguby wiecznej. Powinniśmy zawsze pamiętać, że miłość Boża całkowicie respektuje wolność swojego stworzenia także wtedy, kiedy decyduje się ono na definitywne odrzucenie Boga. Tak więc piekło nie jest nieprzewidzianą czy niesprawiedliwą karą. Człowiek sam, wybierając grzech na swoją odpowiedzialność, idzie drogą prowadzącą do piekła. Istnieje piekło, ponieważ istnieje grzech. Piekło jest niczym innym jak grzechem chcianym jako cel, przyjętym jako ostateczne spełnienie, rozciągającym się w nieskończoność. Prawda o piekle nadaje naszemu ziemskiemu życiu niepowtarzalność i dramatyczną wyjątkowość. Przypomina nam, że jeżeli grzech, który jest największym nieszczęściem dla człowieka, bagatelizuje się i traktuje jako dobro, to wtedy wprowadza nas w rzeczywistość piekła.
×
×
  • Dodaj nową pozycję...