Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Czyli wszystko co ze Scypionem związane. Głupoty, lokalne mądrości, userowe głupawki, chore i bardziej zdrowe pomysły, śmiechy oraz chichy. Misz i masz około forumowy.
Awatar użytkownika
Regi
były team
były team
Posty: 844
Rejestracja: 9 mar 2008, o 14:52

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: Regi » 24 mar 2011, o 21:44

Rozdział 5

FOX stał samotnie w nawie głównej świątyni. Rozejrzał się, czy aby ta istota, zwana Matrą, na pewno sobie poszła. W ciągu pięciu minut zdążyła mu tyle naopowiadać o swojej nowej lustrzance, że mógł uważać się za eksperta w dziedzinie fotografii.
- Wiem, kim jesteś ? rozległ się głos, który poniósł się echem po świątyni.
- Jak każdy do cholery! ? uniósł się FOX ? Czy możecie sobie darować tą pieprzoną tajemniczość?!
Z cienia wyszedł wysoki mężczyzna, ubrany w różową, kapłańską szatę.
- Wybacz, odgórne polecenie. Jestem kuriaki, kapłan, biskup i w ogóle najważniejsza osoba. ? powiedział kapłan, biskup i w ogóle najważniejsza osoba, podchodząc do FOXA ? A to moi ministranci, fortuna i Freq ? dodał, pokazując na dwie małe istotki, które również wyłoniły się z cienia ? no dalej przywitajcie się!
- Dzień dobry proszę pana. ? odparły dzieci zgranym chórem.
FOX pochylił się i popatrzył na twarz dziewczynki. ? Moja droga, zostało ci trochę pasty do zębów na twarzy ? powiedział, wycierając biały ślad z jej policzka. ? Czy ministrantami mogą być dziewczynki? ? zwrócił się do kuriakiego.
- To nie ma większego znaczenia ? odparł tamten, uśmiechając się lekko.
- Cholera, znowu to robisz! ? krzyknął FOX.
- Co?!
- Uśmiechasz się tajemniczo!
- Nie tajemiczo, tylko lekko, kretynie!
- A to sorry. Przez to miejsce jestem troszeczkę przewrażliwiony.
- Mega luzik, arbuzik.
- Eee? można i tak. W każdym bądź razie, ponoć masz zadecydować o moim losie.
- Tak, wiem.
- Niby skąd?
- Wybacz, odruch.
- Dobra a więc?
- Musisz umrzeć.
- Dobra a tak na serio?
- Mam dla ciebie misję. Tak, doskonale się nadajesz?
- Konkrety, kuriaki, konkrety ? warknął podirytowany FOX.
- Dobrze więc? Widzisz te drzwi? ? spytał się kuriaki, wskazując na stare drewniane drzwi, znajdujące się za ołtarzem.
- To, że mam okulary, nie znaczy, że jestem ślepy.
- No to patrz teraz! ? powiedział uradowany kapłan.
Całą światynię wypełnił potworny ryk, a drzwi wyglądały jakby ktoś brutalnie próbował je wyłamać. FOX odsunął się trwożliwie.
- Niezłe co? ? powiedział uradowany kuriaki ? To twoja misja.
- Że co proszę?! W sensie macie tu jakąś arenę, czy koloseum?
- Niezupełnie. Jak wiesz, chcemy zniszczyć Scypiona. I tam znajduje się nasza tajna broń, coś co pozwoli nam się zbliżyć do celu. Twoim zadaniem jest to dostarczyć do samego centrum królestwa.
- A więc co dokładnie zamierzacie zrobić?
- Wyślemy im? Ogień Prawdy!
- Nie! To zbyt okrutne ? załamał się FOX.
- Nie mamy wyjścia ? odparł kuriaki cicho, spuszczając głowę.
- Dobra, a tak na poważnie, to co to jest ów Ogień Prawdy?
- Haha, patrz! ? uśmiechnął się kapłan. ? Freq!
Ministrant popatrzył na kuriakiego przerażonym wzrokiem i ruszył w kierunki drzwi za ołtarzem. Ledwie dotknął klamki, a drzwi wypadły z hukiem, posyłając biednego chłopca na drugi koniec świątyni.
- BIBLIA, BIBLIA ARGH! ? ryczała mała istotka, z burzą brudnych, kręconych włosów, kóre wyglądały na istą fermę wszy. Resztki jej uzębienia były czarne, nosiła jakąś starą szmatę, w której zapewne roiło się od moli i innego robactwa. Była przykuta do ściany łańcuchami, które dźwięczały straszliwie ? BERET! TY! ? wrzasnęła, patrząc na FOXA ? TY UKRAŚĆ MÓJ BERET! JA WIEDZIEĆ, JEZUS MI PODPOWIEDZIEĆ! ? warknęła i zaczęła szamotać się i rzucać klątwy na wszystko w zasięgu jej wzroku.
- Pięknie kurwa, pięknie ? mruknął FOX.
- Wiedziałem, że ci się spodoba! - krzyknął uradowany kuriaki. ? Dobra czasu jest mało. Freq, fortuna, wiecie co macie robić. ? zwrócił się do ministrantów.
- Teraz twoja kolej! ? krzyknęła fortuna w stronę dochodzącego do siebie Freq?a.
- No? No dobra ? odparł chłopiec, po czym stanął przed kuriakim i uklęknął.
- Nie, nie to! ? warknął kuriaki. ? TO! - i wskazał na wciąż szamotający się Ogień Prawdy.
- Aha?- odparł Freq. On i fortuna zbliżyli się do Ognia Prawdy na bezpieczą odległość, przy okazji dowiadując się o niezbyt miłych szczególach dotyczących ich zbawienia.
- Melduję przygotowanie do zadania. ? powiedział Freq.
- Potwierdzam - odparła fortuna.
- Rozpoczynanie procedury uspokojenia.
Chłopiec wyjął gitarę z miejsca, skąd bohaterowie FPS-ów wyjmują bronie i zaczął grać. Po chwili po świątyni rozniósł się dźwięk ich głosów.

Jesus is a friend of mine.
Jesus is my friend.
Jesus is a friend of mine.
I have a friend in Jesus.
Jesus is a friend of mine.
Jesus is my friend.
Jesus is a friend of mine.

He taught me how to live, my life as it should be.
He taught me how to turn my cheek when people laugh at me.
I've had friends before, and I can tell you that, He's one who will never leave you flat.


W miarę ja słowa piosenki rozpościerały się po pomiesczeniu, można było zauważyć spokój i błogi wyraz, powoli pojawiający się na twarzy Ognia Prawdy.
- No. Na razie mamy spokój. Dobra, proponuję ci się przygotować. Zaraz moi ministranci przyniosą ci smycz i kaganiec. Wyruszasz za pięć minut. A i umyj rączki. ? powiedział kuriaki
- Że co?! ? odparł FOX.
- No? Umyj rączki.
- Nie o to mi chodzi.
- To niby o co?
- Jak to za pięć miniut?
- W tej chwili już trzy, gwoli ścisłości.
- Ale?
Kapłan zgromił FOXA spojrzeniem.
- Nie pyskuj!
***

Stark i tidus brnęli w śniegu, zmagając się z ogromną zamiecią, szalejącą wśród szczytów Hydepark Hills.
- No tidus, jesteśmy na miejscu ? powiedział Stark wskazując na skałę, na której narysowany był kutas. ? Tak, bez wątpienia to tu.
- Bleubebe ? odparł tidus.
- Tak, wiem. Tylko jakie było to hasło?
- Lol, wasze stare mieszają bigos łokciem! ? przemówił narysowany kutas.
- Pierdol się ? stwierdził Stark. ? Hmm? Hasło to Zbrodnia i kara.
- Ahaha, jaki lamus, czyta lektury szkolne, ROTFL!
- Do diabła!
- Bueue! ? poparł go tidus.
- Racja, za wyskokie progi, na trollowe nogi. Więc może hasło to? Hannah Montana?
- Twoja stara pierze w rzece. Buahahahah!
- Hmm?
- Uebeeeee! ? krzyknął tudus, wskazując na napis znajdujący się nad narysowanym penisem.
- Powiedz przyjacielu i wejdź? ? odczytał Stark. ? Tak, ale co to może znaczyć. Zaraz, zaraz? To zagadka! Hmm?. Myśl Stark, myśl? Co ja plotę i tak się nie uda? tidus, masz jakiś pomysł?
- Jestem hardkorem! ? krzyknął tidus.
- Urwiesz mi od internetu! ? oznajmił kutas. Wielki kamień pękł , ukazując wejście do legendarnego miasta trolli ? Kosz Cave.
- Brawo, tidus! ? krzyknął Stark. ? A ja się zastanawiałem, po co madrav mi takiego debila przydzielił? Bez urazy.
- Ungabunga!
- Dobrze, że się nie gniewasz. A teraz czas wypełnić zadanie. - powiedział Stark, po czym oboje zanurzyli się w ciemnościach Kosz Cave.
***

Niedotykalna dostrzegła Regiego w małym, obskurnym korytarzyku. Szmabelan patrzył na nią z niecierpliwością.
- Cholera, spóźniłaś się! Pół godziny tu sterczę. Nosz typowe babsko ? przemówił szambelan.
- Przepraszam, musiałam sobie przypomnieć pewne starożytne zaklęcie.
- Taa, jasne. A ten kilogram tapety sam z siebie pojawił się na twarzy?
- No co?! Przecież przeprosiłam.
- Tak, tak? Dobra a tak w ogóle, to czemu umówiliśmy się koło wejścia do lochów. Jest wiele romantyczniejszych miejsc? No chyba, że masz ochotę na randkę w stylu ucieczki z więzienia.
- Niestety, miłość musi poczekać. Mamy tu coś to zrobienia. O widzę, że wziąłeś jakieś żelatwo tak jak się poprosiłam. ? powiedziała Niedotykalna wskazując na bogato zdobioną głowicę, wystającą z pochwy przy pasie Regiego.
- Jakieś żelastwo?! ? oburzył się szambelan. ? To najprawdziwszy miecz madrava II, legendarnego króla tej krainy. Nie znasz tej legendy? Ponoć jakiś jego prawowity dziedzic będzie mógł obudzić prawdziwą potęgę tej broni.
- Hmm? Zapachniało Harrym Potterem? Swoją drogą ciekawe, kto mógłby to być. Masz jakiś pomysł?
- Nie, nie mam. Dobra, więc możesz mi wyjaśnić co tutaj robimy?
- Odwiedzamy mojego starego przyjaciela.
- Wow, musisz być niezwykle lubiana skoro wtrącasz swoich przyjaciół do lochów.
- No cóż, mają gdzie mieszkać, a chleb i woda piechotą nie chodzą.
- To zależy, jak stary jest ten chleb? No dobra chodźmy, bo nie mam czasu.
- Dla królowej nie znajdziesz nawet odrobinki, wolnego czasu? ? spytała się Niedotykalna, patrząc na Regiego smutno.
- A co ja do diabła właśnie robię?!
- Ehh? no racja. Dobra chodźmy.
Ruszyli korytarzem, kierując się w stronę schodów.
- Musimy iść prawie na sam dół, tam gdzie trzymamy najgorszych więźniów ? powiedziała królowa.
I wtedy, po całym lochu, rozniósł się nieludzki ryk, wydobywający się gdzieś z niższych pięter:
- AAA NIEEE, WYPIŚĆCIE MNIE! BŁAGAM, POWIEM WSZYSTKO, TYLKO ZABIERZECIE TO ODE MNIE!
- Hmm, myślałem, że sala tortur jest w renowacji ? zwrócił się Regi do królowej.
- Bo jest, ale jakoś ciężko mi było pozbawiać więźniów rozrywek.
- Taa? Mądra, sprawiedliwa, dbająca o poddanych królowa Niedotykalna?
- Och zamknij się.
Po chwili dotarli do drzwi, za którymi mieściły się schody prowadzące na piętro najgroźniejszych skazańców. Odgłosy agonii i nieopisanego bólu, przerwyane były przez inny głos paplający bez przerwy. Regi znał ten głos.
- O Boże, a co ona tutaj robi?! ? warknął podirytowany.
- Kto? Hateful? A wysłałam ją tutaj w ramach tortur na więźnach.
- Podstępna su?
- No no, pamiętaj, że mówisz do królowej! ? przerwała mu Niedotykalna.
- Taa, jakbym kiedykolwiek się tym specjalnie przejmował ? powiedział i otworzył drzwi.
Od razu usłyszeli gadający bez przerwy głos hateful:
- Ale panie więźniu, panie więźniu!
- Idź już sobie? - jęknął więzień.
- Ale panie więźniu, chleb panu biega po celi! A tak w ogóle to ostatnio? Regi, Niedotykalna! ? krzyknęła uradowana na ich widok. ? Słyszeliście, że? - Nie dane jej było jednak dokończyć, ponieważ królowa zakneblowała ją cegłą.
- Kurczę, nabierasz wprawy ? powiedział Regi z podziwem.
- Lata praktyki? Dobra hateful, zmykaj. Świetna robota! ? zwróciła się do dziewczyny, która posłusznie wykonała polecenie. Po chwili dało się jednak usłyszeć odgłosy jakby kogoś przypiekano rozpalonym do czerwoności żelazem. Niedotykalna wywnioskowała, że cegła musiała się rozpaść na jednym z wyższych pięter. Biedacy?

Po chwili poprowadziła Regiego do najbardziej oddalonej od wejścia celi na tym piętrze.
- Dobra uważaj. Może być agresywny ? ostrzegła szambelana i pociągnęła za dźwignię. Kraty otworzyły się. ? Idź przodem ? powiedziała do Regiego, który wykonał polecenie.
Na podłodze leżał ów tajemniczy więzień, najwidoczniej śpiąc. Był w dziwnie lepszym stanie niż jego towarzysze niedoli.
- Deviancie, wstań! ? rozkazała królowa. Brak reakcji.
- Chyba śpi, moja pani ? zasugerował Regi.
- Nie, to tylko poza. Mówię ci, próbuje uśpić naszą czujność. Deviacie! Nie zmylisz nas tymi swoimi brudnymi zagrywkami!
Odpowiedziało jej potężne chrapnięcie. Królowa przewróciła oczami i podeszła do słodko śpiącego devianta i zasadziła mu potężnego kopa w brzuch, wrzeszcząc:
- Wstawaj kurwa!
- Co? co do diabła! ? powiedział zdezorientowany więzień, wyjmując zatyczki z uszu.
- Pieprzeni przemytnicy ? mruknęła Niedotykalna.
- O, witaj królowo? I ty, Regi ? zwrócił się do nich, kiedy trochę oprzytomniał.
- To wy się znacie? ? zdziwiła się Niedotykalna.
- Nie, skądże znowu! ? odparł deviant.
- A już się bałam?
- Widać małżeństwo z królem Magicalem wyszło ci na dobre ? powiedział więzień z przekąsem.
- Tak ,tak daruj sobie. Mam dla ciebie dobrą wiadomość. Za moment zostaniesz uwolniony.
- Fajnie.
- Wiem. I zostaniesz wysłany z pewną misją. Zostaniesz naszym szpiegiem i pomożesz nam zniszczyć madrava i jego szajkę, którzy ukrywają się prawdopodobnie na terenach Hydepark Hills.
- Super?
- A i będziesz podróżował pod zmienionym imieniem.

Twarz devianta momentalnie zmieniła wyraz. Patrzył się w sufit i wyglądał jakby doznawał czegoś w rodzaju objawienia.
- Dev, co się dzieje? Masz zawał? ? zapytała się zaniepokojona królowa. W tym momencie deviant wstał i podniósł z ziemi kamień. Zaczął grawerować coś na ścianie celi. Po chwili ich oczom ukazał się napis:
D.O.M.
DEVIANTUS
ORBIT M. D. CCC. XXIII
CALENDIS NOVEMBRIS

A obok widniał drugi napis:
HIC NATUS EST
NONAMEUS
M. D. CCC. XXIII
CALENDIS NOVEMBRIS

- Oto umarł deviant, kochanek owcy i narodził się noname, kochanek ojczyzny!
- A więc to za to został skazany?- mruknął Regi.
- Nie sądzisz, że to było trochę zbyt melodramatyczne? ? spytała się Niedotykalna.
- Tak, sądzę. Ale nie mogłem się powstrzymać ? stwierdził noname. ? Tak więc, kiedy wyruszam?
- Za moment. Tylko jeszcze rzucę na ciebie zaklęcie. Jak nas zdradzisz to umrzesz.
- Napawasz mnie optymizmem królowo.
Niedotykalna majestatycznie podniosła ręce i zaczęła inkantację:

Abrakadabra
Gofrownica padła
Mam pęt kiełbasy
I dwa kuta?
Cholera, chyba coś pomyliłam.

Regi pokręcił głową z politowaniem:
- Znowu siedziałaś na Samosi, prawda?
- Oj cicho, cicho. Muszę się skupić ? odparła królowa i zaczęła się skupiać.
- I jak ci idzie z zabijaniem króla? ? spytał się noname Regiego.
- Pracuję nad tym ? odparł szambelan.
- Mówiłeś coś więźniu? ? Niedotykalna podniosła głowę, patrząc na noname?a
- Tak pani, pytałem się pani towarzysza jak mu idzie z zamulaniem kruka.
- No cóż, niewola wybitnie ci nie służy ? stwierdziła i wracała do skupiania się. ? Już mam! - oznajmiła po dłuższej chwili.

Godzinę później noname był już w drodze do Hydepark Hills.
Ostatnio zmieniony 24 mar 2011, o 22:32 przez Regi, łącznie zmieniany 3 razy.

Awatar użytkownika
hateful
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 953
Rejestracja: 6 lut 2011, o 20:05

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: hateful » 24 mar 2011, o 23:10

Zabiłeś mnie tym Regi, a ten motyw z gnomem, to już w ogóle... I moja rola, gdzie torturowałam gadaniem, dzięki!
'Szaleństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bardziej szalone, tym bardziej logiczne, tym bardziej wyrafinowane, tym bardziej wymowne, tym bardziej olśniewające.'

Awatar użytkownika
Niedotykalna
były team
były team
Posty: 2539
Rejestracja: 5 paź 2009, o 13:14

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: Niedotykalna » 25 mar 2011, o 12:05

Regi pisze:Od razu usłyszeli gadający bez przerwy głos hateful:
- Ale panie więźniu, panie więźniu!
- Idź już sobie? - jęknął więzień.
Haha, jakie to prawdziwe! :D

Ale ej ej, czy ktoś nie miał umrzeć? ; >
[img]bannedimg[/img]

Awatar użytkownika
hateful
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 953
Rejestracja: 6 lut 2011, o 20:05

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: hateful » 25 mar 2011, o 13:10

Haha, jakie to prawdziwe! :D
Ej Madź... Aż tak 'namiętnie' to ja nie gadam ;< Jak pierwszy raz Was spotkałam to siedziałam cicho jak mysz pod miotłom!
Niedotykalna pisze:Ale ej ej, czy ktoś nie miał umrzeć? ; >
No przeca umarł kochanek owcy, a narodził się kochanek ojczyzny! Niczym bohater romantyczny!
'Szaleństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bardziej szalone, tym bardziej logiczne, tym bardziej wyrafinowane, tym bardziej wymowne, tym bardziej olśniewające.'

Awatar użytkownika
Niedotykalna
były team
były team
Posty: 2539
Rejestracja: 5 paź 2009, o 13:14

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: Niedotykalna » 25 mar 2011, o 13:34

hateful pisze:o przeca umarł kochanek owcy, a narodził się kochanek ojczyzny! Niczym bohater romantyczny!
O Jezu. Powinnam jeszcze raz na trzeźwo przeczytać ten odcinek ;d

Haha, kwestie devianta też takie prawdziwe są, takie w jego stylu... Ta postać jest jak żywa :D
[img]bannedimg[/img]

Awatar użytkownika
hateful
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 953
Rejestracja: 6 lut 2011, o 20:05

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: hateful » 25 mar 2011, o 14:06

Haha, kwestie devianta też takie prawdziwe są, takie w jego stylu... Ta postać jest jak żywa :D
Madź... twoja postać także :mrgreen:
'Szaleństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bardziej szalone, tym bardziej logiczne, tym bardziej wyrafinowane, tym bardziej wymowne, tym bardziej olśniewające.'

Awatar użytkownika
yodek
były team
były team
Posty: 1274
Rejestracja: 2 paź 2007, o 22:11

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: yodek » 26 mar 2011, o 00:51

Niedotykalna pisze:Ale ej ej, czy ktoś nie miał umrzeć? ; >
hateful pisze:No przeca umarł kochanek owcy, a narodził się kochanek ojczyzny! Niczym bohater romantyczny!
Ahh, czyli dobrze zinterpretowałem, że to właśnie o dev/noname mowa była ^^

No muszę przyznać, że 'ostatni akt' mnie najbardziej rozbawił (kolejny raz dopiero na końcu dawka humoru znacząco rośnie) :D Szczególnie z tą inkantacją od "Samosi" :)
"Why do you have to be like others?" ( www.youtube.com/watch?v=Ect56804xfA )
Szukasz graczy do grania w MultiPlayer? Zajrzyj tu: http://scypion.pl/viewtopic.php?f=58&t=14655 !

Awatar użytkownika
noname
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1540
Rejestracja: 24 sie 2008, o 11:13

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: noname » 26 mar 2011, o 09:11

Kolejny dowód na to, że wszystko co najzabawniejsze to ja!
Scypion Alvaro No.1

Awatar użytkownika
Regi
były team
były team
Posty: 844
Rejestracja: 9 mar 2008, o 14:52

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: Regi » 26 mar 2011, o 09:48

Hmm... mam wrażenie, że niewiele osób czytało III część "Dziadów"... ;)

Awatar użytkownika
Regi
były team
były team
Posty: 844
Rejestracja: 9 mar 2008, o 14:52

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: Regi » 26 mar 2011, o 23:10

To w zasadzie wstęp do wielkiej i epickiej przygody noname'a. Enjoy ;)
Rozdział 6


Noname siedział na wspaniałym rumaku, rozglądając się podejrzliwie po uroczej do obrzydzenia okolicy.
- Kurwa, zgubiłem się ? powiedział po chwili. ? Gdzie tu do diabła jakieś ośnieżone szczyty, ja tu tylko jakaś urocza do obrzydzenia łąka i wybrukowana różową kostą ścieżka.
- Nie jesteś już w Kansas, Dorotko ? powiedział chrapliwy głos tuż za plecami noname?a. Ten, odwrócił się momentalnie.

Stała przed nim niska, stara, pomarszczona jak ta brzydka, bezsierściowa rasa kotów babcia. Na głowie można było dostrzec resztki siwych włosów. Ubrana była w krótką i zniszczoną czarną szatę. Na nogach miała obłędne pozłacane sandały.
- Jaka Dorotko, do diabła?! ? wrzasnął noname.
- O, sorry ? odparła starucha. ? Ta mała jędza ciągle się spóźna, a bez niej cała fabuła idzie się gzić.
Noname, nie bardzo rozumiejąc co się dzieje spytał:
- A jak cię zwą?
- Zwą mnie młoda, wredna suka z zachodu.
- Co za ironia? - mruknął noname spoglądając na osobę starszą niż jego babcia.
- No cóż, z racji tego, że wpierniczyłeś nam się w plan, muszę cię zabić.
- O mój boże, czy w całej krainie nie ma nikogo, kto mógłby wymyślić jakąś oryginalną groźbę?
Nie dane mu było jednak usłyuszeć odpowiedzi, ponieważ nagle zerwał się potężny wiatr i wielka willa z trzema basenami i wybiegiem dla szympansów spadła z nieba i zgniotła wredną sukę z zachodu. Wypadł z niej jakiś lekko podchmielony jegomość i wrzasnął w głąb budynku:
- O kurwa, Zenek, ale faza! Chyba już nie jesteśmy w Kielcach! ? po czym obficie zwymiotował na trawnik.
Noname, dotrzegł nogi młodej, wystające spod willi. Potrzedł i zdjął jej sandały.
- Ale zajebiste! ? krzyknął i zdjął swoje nieziemsko drogie buty ze skóry aligatora i rzucił je w krzaki, po czym wcisnał się w trochę przymałe sandały.
Po chwili dostrzegł postać, dla odmiany rzeczywiście młodą i ubraną w biel. Kierowała się powoli w stronę willi, co chwila rozglądając się wokół, wyraźnie czegoś szukając.
- Ta mała pinda ciągle musi się spóźniać ? mruczała postać.
- Witaj? - zaczął noname.
- Tak, tak cześć ? oburknęła nieznajoma. ? Słuchaj nie widziałeś może takiego karzełka, który zwie się Dorotka?
- Yyy? nie.
- Cholera ? stwierdziła. W tej chwili dostrzegła willę i zgonującego jegomościa. ? Psia krew! To cholerne tornado dziadzieje na starość. Znowu zawiało nie ten dom co trzeba. Ehh? no i z kim ja muszę pracować!
- A ciebie jak zwą? ? spytał się ostrożnie noname.
- Nie mam teraz czasu. KURWA MAĆ ? wrzasnęła patrząc na pozłacane sandały.
- Yyy?
- Dobra niech więc będzie. Show must go on czyż nie?
- No cóż, absurd tej sytuacji przerasta nawet mnie. A tam, niech się dzieje, co ma dziać.
Kobieta w bieli przybrała dobroduszny wyraz twarzy i przemówiła spokojnym ciepłym głosem.
- Och, Dorotko?
- Jestem noname tak w zasadzie?
Twarz nieznajomej przybrała na nowo podirytowany wyraz.
- Dobra. Widzę, że magiczne sandały raczyłeś sobie sam wziąć. A więc ja jestem Atena, dobra suka ze wschodu. Żeby wrócić do Kansas?
- Ale ja jestem ze Scypiona?
- Zamknij się i słuchaj!
Noname zamilkł posłusznie.
- A więc, żeby wrócić gdzie tam sobie chcesz? ? kontynuowała Atena ? musisz znaleźć czarnoksiężnika Oza?
- W zasadzie to szukam madrava, ale on też się trochę zna na magii?
- Mówiłam zakmnij się! A więc, aby go odnaleźć, musisz podążać różową ścieżką.
- Innej tu nie ma?
- Taa? Cholerny strajk scenografów? A więc, nie możesz zbaczać ze ścieżki, bo coś cię zje, albo jakoś tak. Młoda zaraz zrobi ressurection i będzie chciała cię zabić, bo podpierdoliłeś jej sandały. Hmm? To chyba wszystko. A teraz ruszaj!

Noname wsiadł na konia i popędził różową ścieżką, zastanawiając się nad sensem tego, co właśnie się stało.
Sprawy znacząco się skomplikowały?

Awatar użytkownika
hateful
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 953
Rejestracja: 6 lut 2011, o 20:05

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: hateful » 2 kwie 2011, o 21:54

Młoda i Anet wpadły Ci bosko :D Nie ma co, zaszalałeś :D Chcę 7 !
'Szaleństwo nie jest niedorzeczne: otóż im bardziej szalone, tym bardziej logiczne, tym bardziej wyrafinowane, tym bardziej wymowne, tym bardziej olśniewające.'

Awatar użytkownika
Regi
były team
były team
Posty: 844
Rejestracja: 9 mar 2008, o 14:52

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: Regi » 3 kwie 2011, o 21:30

Rozdział 7


Noname uskuteczniał slow gate na różowej ścieżce. Nagle coś zaszamotało się w pobliskich krzakach. Jeździec trzymał ręce na mieczu, gotów w każdej chwili wyjąć go z pochwy. Z krzaków wyskoczyło coś ubrane w pasiak i zaczęło wywijać fikołki. Po chwili ów coś dostrzegło wielkiego cytrynowożółtego motyla i zaczęło za nim ganiać po całej łące. Noname patrzył na to ubawiony. Po chwili jednak zrobiło się dziwnie ciemno.
Niebo zaczerwieniło się jakby ktoś potraktował benzyną i zapałkami.
- Cholera, to na pewno młoda! ? jęknął i już miał zamiar pogalopować jak najdalej stąd kiedy na drodze rozbłysły płomienie. Po chwili rozległ się dobrze mu znany głos Ateny:
- KURWA! BANDA DEBILI! TO NIE TAK MIAŁO LECIEĆ. ZAKAŁY CHOLERNE!
Po chwili znowu zaświeciło słońce i rozległ się anielski chór. Coś błysnęło i pojawiła się Atena ze swoim dobrodusznym i sztucznym do bólu wyrazem twarzy.
- Dorotko? Albo mniejsza ? stwierdziła. ? Tak czy siak, to jest Oszołom.
- Kto? ? odparł zdziwiony noname.
- No? Oszołom, nowy jakiś. W każdym bądź razie Toto, twój piesek, niestety zdechł, bo zjadł nieświeży groszek z puszki no i to było jedyne co udało nam się załatwić w tak krótkim czasie. Tak więc oto twój nowy zwierzaczek ? powiedziała Atena wskazując na Oszołomoma
Nagle ziemia zatrzęsła się potężnie. Noname ledwo utrzymał się na koniu, a Atena ? na nogach. A Oszołom, jakby nigdy nic, dalej ścigał motyla. Łąka przy drodze wybuchła wyrzucając w powietrze masę ziemi, trawy i kolorowych kwiatów. W pyle można było dostrzec sylwetkę czegoś ogromnego, o wężowatym kształcie co wyginało się w stronę Oszołoma. Po chwili ów kształt zniknął we wnętrzu ziemi. Kiedy pył opadł w ziemi widniała tylko ogromna dziura.
- No dobra, to był twój nowy zwierzaczek? - powiedziała Atena, kiedy już doszła do siebie. ? Cóż? Już wiesz, czemu nie należy zbaczać z różowej ścieżki. A właśnie, z racji tego, że jesteś nowy to powiedziałam młodej, że wędrujesz żółtą ścieżką. To ci da lekkie fory?
- Ale tu nie ma żółtej ścieżki.
- Najwidoczniej ona o tym nie wie. No na co czekasz do cholery?! Jedź!
Noname westchnął ciężko i ruszył w dalszą drogę.
***

Noname nudził się niemiłosiernie. Mimo zmiany krajobrazu kompletnie nic się nie działo. Zamiast łąki otaczały go teraz pola. Różowa ścieżka ciągnęła się i ciągnęła przez złocistą krainę bez końca. Młoda mogłaby go już dopaść, przynajmniej byłoby choć trochę ciekawie?
- Haha! Konik! ? powiedział ktoś. Noname rozejrzał się i dostrzegł siedzącego na płocie, dziwnie patrzącego się na niego, kruka.
- Coś mówiłeś ptaku? ? spytał się noname.
- Kra! Kra! ? odparł ptak i odleciał.
- Dziwne? - mruknął noname. ? Jeszcze nic dzisiaj nie piłem.
- Niedobry pan wystraszył ptaszka! ? odezwał się ten nieznajomy głos ponownie.
I wtedy noname go zauważył.
Pomiędzy kłosami zbóż stał strach na wróble i patrzył na niego z wyrzutem.
- A to ci dopiero. Ciekawe co rozpylają w powietrzu w tej krainie? - powiedział noname obserwując stracha. ? No podejdź tu, nie bój się?
- Ale mama mi zabroniła rozmawiać z obcymi ? krzyknął strach.
- Jestem noname. No widzisz, już nie jestem obcy.
- Ale faaaajnie. A ja jestem binoleq i nie mam mózgu. A i jestem strachem na wróble.
- Ale czad ? mruknął noname.
- No nieźle co! ? odprał binoleq. ? Jakbym miał mózg było by klawo!
- Tja?
- A tak w ogóle to gdzie idziesz?
- Do czarnoksiężnika Oza? albo madrava. Się zobaczy.
- Łooo? Myślisz, że mógłbym mieć mózg?
- Yyy? nie ? odprał noname przeczuwając, że binoleq może zechcieć się do niego przyłączyć.
- Aaa? A mogę iść z tobą?
- Nie.
- PROSZĘ!
- Nie!
W tym momencie binoleq rozbeczał się straszliwie.
- Dobra już dobra, tylko przestać ryczeć? - stwierdził noname. ? Jak się ściemni pójdzie na podpałkę ? mruknął do siebie.
***

Pola, łąki, pola, łąki? I tak w nieskończoność. A to przy akompaniamencie rozpuszczonego, gadającego stracha na wróble. Noname zaczął już powoli tracić cierpliwość, kiedy na horyzoncie dostrzegł ośnieżone szczyty.
- Alleluja! - wrzasnął i zatrzymał się na moment.
Po chwili usłyszał łamiący się głos binolq?a:
- P-p-piesek zdechł?
- Jaki znowu piesek?!
Noname dostrzegł zdechłego psa, leżącego na drodze. W połowie już zdążył się rozłożyć.
- Hmm? to musi być ten Toto? - zaczął noname.
- Tak. Cholerny zwierzak! Zeżarł mi wnętrzności! ? rozległ się głos tuż pod noname?em. Ten, zszedł z konia i poparzył na otwartą puszkę z wielkim napisem ?Groszek konserwowy?.
- No i co się tak gapisz?! Puszki żeś nie widział?! ? wrzasnęła Puszka.
- O cholera! Gadająca Puszka! Nie wiem do końca czym były te grzybki co je na śniadanie zjadłem, ale kurde? Mają power! ? stwierdził noname.
- Jakie kurwa grzybki?! Kim ty w ogóle jesteś i gdzie jest ta mała pinda?! Wisi mi odszkodowanie! Po kiego jej pies skoro go nawet upilnować nie może?! I przestań się tak na mnie gapić do diabła!
- Yyy? jestem noname.
- Zabieraj mi ten kij zanim wsadzę ci go w gardło! ? Puszka warknęła na binolqa, który zaczął ją szturchać kawałkiem jakieś gałęzi. Strach na wróble rozbeczał się.
- Możesz być z siebie dumna! ? wrzasnął noname, próbując przebić się swoim głosem przez szloch binolq?a.
- ZAMKNIJ SIĘ BACHORZE ALBO PÓJDZIESZ NA KARNEGO JEŻYKA I BĘDZIESZ TAM SIEDZIAŁ DOPÓKI BEAR GRYLLS NIE WYŻRE CI PŁUC!
Binoleq ucichł w mgnieniu oka, wpatrując się w Puszkę przerażonym wzrokiem.
- O masz? ciężkie dzieciństwo co? ? zwrócił się noname do Puszki.
- A w łeb byś nie chciał? ? odwarknęła. ? W ogóle to po kiego szlajasz się po różowej ścieżce?
- Szukam Oza albo madrava?
- Hmm? może któryś z nich by mi pomógł odzyskać mój groszek? Albo chociaż zmienić się w człowieka? Idę z tobą!
- Nie ma mowy! Chociaż? - noname popatrzył na binolq?a. ? Możesz się przydać ? powiedział po chwili i złapał ją.
- Gdzie ty mnie kurwa łapiesz?! Wstydu nie masz?! ? uniosła się Puszka.
- Przepraszam? - noname jęknął i wrzucił ją do jednego z tobołków, nie zważając na protesty Puszki.
Wesoła gromadka ruszyła w stronę gór.
***

Po paru godzinach znaleźli się wśród ośnieżonych szczytów. Znajdowali się z pewnością na terenach Hydepark Hills. Puszka narzekała i kłóciła się zawzięcie z noname?em. Bonoleq szedł powoli za koniem, trwożliwie spoglądając na torbę, z której rozlegał się przytłumiony wrzask:
- Cholera, jak tu zimno! ? krzyczała Puszka.
- Och zamknij się w końcu! Zawinąłem cię w parę moich najgrubszych skarpet! ? odwarknął jej noname.
- No nietrudno poczuć, że są twoje?.
- Daleko jeszcze? ? spytał się binoleq.
- Zamknij się, bo poproszę panią Puszkę, żeby zrobiła ci źle! ? krzyknął noname. Binoleq zamilkł posłusznie.
Po chwili różowa ścieżka skręciła nagle i prowadziła przez ciemną jaskinię.
- Och cudownie. Nie mogli sobie darować mrocznej jaskini, no po prostu nie mogli! ? zirytował się noname. ? I jeszcze mi w stopy zimno!
- Ale za to te sandały są cudowne? - stwierdziła Puszka.
- Tak , wiem. Tylko kurde, coś mnie swędzą stopy odkąd je noszę. Mam wrażenie, że ta stara wiedźma miała grzybicę.
- Trudno. A teraz ruszże się, a nie biadol. I tak musimy przeleźć przez tą cholerną jaskinię! ? wrzasnęła Puszka.
Ruszyli.
Ledwie przeszli próg, rozległ się potężny ryk:
- AAAAA. ODEJDŹCIE!
Wszyscy zdębieli na moment. Po chwili odezwał się noname:
- Niestety musimy przejść?
- NIE! ARGH! JESTEM GRUBIA I BRZYDKA ARGH!
- Hmm? czyżby Niemka? ? mruknęła puszka.
Nagle zza zakrętu wyłonił się obrzydliwie gruby, rudy kot.
- Garfield! ? krzyknął binoleq.
Kto popatrzył badawczo na przybyszów.
- Jaki tam Garfield? W każdym bądź razie nie słuchajcie tej starej wariatki, znowu coś jej odbiło? - stwierdził kot i ostentacyjnie zaczął lizać się po jajach. Zniesmaczona tym widokiem gromadka ruszyła w głąb jaskini, lekko zaniepokojona potwornymi rykami. Tuż za zakrętem znajdował się parawan, zza którego wydobywało się lekkie światło. I przy okazji te potworne ryki:
- AAAA MAM PRYSZCZE I CELULITIS!
Noname spojrzał za parawan. Siedziała tam wysoka, niezwykle piękna kobieta, ubrana w nocną koszulę. Darła się do megafonu. Postawiona na skrzynce świeca dawała lekkie światło. Nieznajoma najwyraźniej nie zorientowała się, że jest obserwowana dopóki nie przemówiła Puszka:
- Jaka tam brzydka? Może nie tak ładna jak ja, ale ujdzie.
Nieznajoma wzdrygnęła się i zaczęła krzyczeć histerycznie:
- Aaa! Nie patrzcie na mnie, jestem okropna!
- No patrzcie, spodziewaliśmy się słonia Trąbalskiego a tu całkiem ponętna istotka? - powiedział noname. ? Jak cię zwą niewiasto?
- Lucy Hannock. Czemu mnie niepokoicie? Jestem tak brzydka, że nikt nie może mnie zobaczyć?
- Zmierzamy do Oza lub do madrava, zobaczymy który się pierwszy napatoczy. Tak są magami. I niech zgadnę, chcesz się do nas przyłączyć, żeby zyskać pewność siebie? - stwierdził noname.
- Nawet na myśl mi to nie przyszło! ? odparła. ? Ale to całkiem dobry pomysł! Poczekajcie chwilkę.
Zdjęła świecę ze skrzyni, otworzyła ją i wyjęła papierową torbę z otworami na oczy, po czym założyła ją na głowę.
- Dobra, możemy ruszać! ? oświadczyła.
***

Bez większych problemów przebrnęli przez jaskinię. Wędrowali dalej różową ścieżką. Zaczynało się ściemniać i zbierało się na porządną śnieżycę. I kiedy noname zaczął spoglądać wymownie w stronę binolq?a, dostrzegł w oddali wielką neonową strzałkę:

Tajna kryjówka spiskowców. 100 metrów.

- Cudownie ? powiedział.
Kiedy nareszcie dotarli do znaku, okazało się że wskazuje na ogromną wieżę. W jej oknach paliły się światła, więc na pewno była zamieszkana. Szkopuł w tym, że żeby się tam dostać, musieli zboczyć ze ścieżki. Noname wziął głęboki oddech i ruszył w stronę wieży. Ośmielona faktem, że nic się nie stało, reszta ekipy ruszyła za nim.
Podłoże wybuchło tworząc istny deszcz kamieni. Ogromny, wężowaty stwór pochylił się w stronę naszej wesołej gromadki i zamarł. Po chwili, złowieszcza cisza została przerwana.
- Cholera i co ja miałem teraz zrobić?! Nigdy nie pamiętam tego cholernego scenariusza.
Lucy Hannock wyczuła w tym ich szansę i powiedziała:
- Teraz masz zamknąć oczy i zaśpiewać Rudy rydz.
- Boże co za kretyn to pisał?! Muszę pogadać ze swoim managerem? A nie, przecież zjadłem go w zeszłym tygodniu. No nic? - odparł potwór, po czy zamknął oczy i zaczął śpiewać:

Rudy, Rudy, Rudy, Rudy rydz!
Jaka piękna sztuka!
Rudy, Rudy, Rudy, Rudy rydz!
A ja rydzów szukam?


Grupka przeszła obok potwora i skierowała się w stronę wieży.

W stronę miejsca, gdzie Lucy, binoleq i Puszka mieli odnaleźć szczęście.

Miejsca, które noname miał zniszczyć.

Awatar użytkownika
Puszka
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 68
Rejestracja: 29 mar 2011, o 19:41

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: Puszka » 3 kwie 2011, o 21:39

kocham to :D
wychwyciłeś wszystkie moje najlepsze cechy, jestem wzruszona ;-)

Awatar użytkownika
Hajmdal
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 655
Rejestracja: 26 wrz 2009, o 06:46

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: Hajmdal » 15 kwie 2011, o 16:26

Ja też się wzruszyłem ;( Biedny Toto
"No knowledge can save you,
And no magic will save you.
For you will end up in Fenrir's belly,
While heaven and earth will burn
in Surt's unholy fire."

? Doom of Odin

It comes on Ragnarök

Awatar użytkownika
Regi
były team
były team
Posty: 844
Rejestracja: 9 mar 2008, o 14:52

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: Regi » 25 lut 2012, o 02:25

Rozdział 8


Król Magical wyglądał przez swoje okno, intensywnie wpatrując się w Literatura Tower, która wyraźnie górowała nad miastem i odcinała się nieprzeniknioną czernią na gwieździstym niebie.
- Zobaczysz skurwielu, popamiętasz króla Magicala – mruknął do siebie
Król miał plan. W zasadzie ciężko tu było mówić o czymś wybitnym, ale jednak zawsze to coś.
FOX powinien już dotrzeć do siedziby MBWZPWlZ… Przy odrobinie szczęścia powinien już być w drodze z moją nową zabawką…
Magical doskonale wiedział o starej, ukrytej twierdzy na Cafe Swamp. Domyślił się, że to tam skieruje się jego były więzień. Był poinformowany również o tym, że budowla ma lokatorów.
Lokatorów, którzy mieli w rękach coś, co mogło przeważyć szalę zwycięstwa na jego stronę.

***

Od początku wszystko szło źle.
Jaskinia zamknęła za nimi swoje wejście pogrążając ich w kompletniej ciemności.
- No tak. Ty też nie masz pochodni, co tudus? – jęknął Stark.
- Prawdę mówiąc, to mam.
Stark popatrzył z podziwem na brata. Mimo że go nie widział.
- Serio? – spytał się po chwili.
- NIE! HAHAHA! JESTEM TAKI ZABAWNY! – wrzasnął tidus. W mgnieniu oka stoczył się w dół schodów po potężnym ciosie w nos.
- Dziesięć punktów! – wrzasnął uradowany Stark, lecz po chwili się zasępił. – Genetyka to straszna suka – powiedział z goryczą. Dopiero teraz dotarło do niego to o czym przecież doskonale wiedział.
Nienawidził tego, kim stał się jego brat. Jego zachowanie oznaczało tylko jedno.
Zbliżali się do mitycznej stolicy Trolli.
Wracali do domu.

***

Regi siedział z Niedotykalną w jadali i uważnie obserwował królową, pogrążoną w zbiorze zadań. Filiżanka herbaty parowała naprzeciwko niej, jak gdyby domagając się choćby odrobiny uwagi.
- Pij, zanim wystygnie – zaczął szambelan.
- Co? Aaa… - powiedziała i sięgnęła po naczynie. Regi obserwował ją uważnie, co nie uszło uwadze spostrzegawczej królowej. Co on knuje?
Delikatnie wlała odrobinę cieczy do buzi, a jej twarz wyraziła strach. I wściekłaś. Natychmiast wypluła ciesz, a filiżanka powędrowała w stronę głowy Regi’ego, który w ostatniej chwili się uchylił.
- JAK ŚMIAŁEŚ? TY PARSZYWY, ZASRANY… - wrzasnęła Niedotykalna.
- Co jest?! – krzyknął zaskoczony Regi. Nie takiej reakcji się spodziewał.
- JA CI ZARAZ POKAŻĘ CO JEST! – warknęła królowa z pianą na ustach i podniosła ostrzegawczo opasłe tomiszcze, które tak z zawziętością studiowała. – COŚ TY SOBIE MYŚLAŁ?!
- Ale to tylko odrobina bimbru… No wiesz, od czasu kryzysu alkoholowego trzeba sobie jakoś radzić – powiedział Regi drżącym głosem. Niedotykalna popatrzyła na niego z żądzą mordu.
- Nigdy, przenigdy nie rób tak więcej. A teraz idź stąd zanim każe cię wrzucić do lochu o chlebie i wodzie! – powiedziała głosem tak niskim, że szambelan wiedział, że nie żartuje. Pośpiesznie opuścił jadalnię.
O chlebie i wodzie…
Nie to było zbyt straszne.
Nie lubił chleba.
Wolał bułki.
Po chwili zastanowienia stropił się i zatrzymał na korytarzu.
Taka reakcja na odrobinę bimbru?
Nie, to musiało chodzić o…
A jeśli jednak?...
To by znaczyło, że…
Ale to nie możliwe…
Gdyby jednak tak, to to by znaczyło że…

- Drogi mózgu, wcale mi nie pomagasz! – mrukną gniewnie Regi.
Wybacz…
Sam nie wiem co o tym myśleć…

- No nic. Cokolwiek to było raczej nie ma związku z… Tak mi się wydaje… Ale gdyby jednak była taka możliwość, że… Nie, chyba nie, ale jeśli tak to…
Drogi Regi…
- Co?
Nie pomagasz…

Awatar użytkownika
noname
Użytkownik
Użytkownik
Posty: 1540
Rejestracja: 24 sie 2008, o 11:13

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: noname » 27 lut 2012, o 22:06

O łał... no jestem w szoku, że to zobaczyłem... Walcz, walcz...
Scypion Alvaro No.1

Awatar użytkownika
Maura
były team
były team
Posty: 2906
Rejestracja: 25 lis 2008, o 19:04

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: Maura » 28 lut 2012, o 00:30

Hah fajne :D
Tylko szkoda, że mojej osoby zabrakło :(

Awatar użytkownika
Regi
były team
były team
Posty: 844
Rejestracja: 9 mar 2008, o 14:52

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: Regi » 28 lut 2012, o 20:16

Hmm... Takie pytanie: wolicie rozdziały krótsze ale częstsze czy też dłuższe ale rzadsze? ;)

Awatar użytkownika
Niedotykalna
były team
były team
Posty: 2539
Rejestracja: 5 paź 2009, o 13:14

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: Niedotykalna » 28 lut 2012, o 21:26

O takiej długości jak ten ostatni, ale... trochę częstsze :P
[img]bannedimg[/img]

Awatar użytkownika
Regi
były team
były team
Posty: 844
Rejestracja: 9 mar 2008, o 14:52

Re: Opowieści ze Scypiona - Zuo, mhrok i duuuużo wódki

Post autor: Regi » 29 lut 2012, o 00:21

Od Autora: Regularność pojawiania się kolejnych rozdziałów to kwestia dość śliska (za dwa miesiące matura), ale postaram się nie robić znowu prawie jedenastomiesięcznych przerw ;) A teraz zapraszam na ciąg dalszy (z którego, dodam nieskromnie, jestem o dziwo sam całkiem zadowolony;) A i małe wyjaśnienie: Ogień Prawdy była dawną użytkowniczką forum, dlatego używam tutaj wobec tej postaci formy żeńskiej.
Rozdział 9
FOX studiował mapę przy świetle ogniska, próbując cokolwiek z niej odczytać. Po chwili otulił się kocem i przysunął się bliżej ognia. Noce bywają chłodne o tej porze roku.

Jednak to był błąd.

FOX w skupieniu oglądał dziwne plątaniny linii, kolorowych plan i małych znaczków, kiedy poczuł na twarzy przyjemne ciepło.
Coś tu śmierdziało, ale wędrownik nie wiedział jeszcze co.
- KHE KHE KHE! – rozległ się nieprzyjemny, zachrypiały śmiech.
- I co się cieszysz zarazo – warknął FOX w stronę Ognia Prawdy, przywiązanej do drzewa w bezpiecznej odległości od niego. I wtedy to zawuażył…
- CHOLERA! – wrzasnął odrzucając od siebie mapę, która zajęła się ogniem.
- A mówili mi, żebym nie uciekał z zajęć BHP… - mruknął posępnie.

I teraz dopiero skojarzył pewne fakty. I już wiedział co tu śmierdziało.

- MOJA GRZYWKA! – wrzasnął panicznie, i szybko podbiegł do tobołka i wyjął z niego niewielkie lusterko. Szybko ocenił straty. Uff… nie było tak źle. Jednak zdołał zauważyć niewielką nierówność. Po jego policzku spłynęła pojedyncza, perlista łza.
- KHE KHE KHE! – zaśmiał się Ogień Prawdy.
- Bardzo śmieszne, poczwaro jedna! – wrzasnął FOX, odwracając się w stronę stworzenia… Na jego twarzy odmalowało się przerażenie. O nie…

Przegryzła smycz…

Mierzyli się przez chwilę wzrokiem, a warto wspomnieć, że spojrzenie Ognia Prawdy nie było najprzyjemniejsze…

- KHE KHE HEEEEEEEEE! – potężny wrzask rozniósł się po lesie.

I tak oto rozpoczęła się wielka gonitwa wokół ogniska, która co prawda nie przeszła do historii, ale potrafiła sprawć niezły ubaw postronnemu obserwatorowi.

- Chodź, no chodź do mnie mój ssssskarbie – syknął stwór. FOXowi coś to przypomniało. Chyba coś kiedyś czytał o stworach o podobnej manierze mowy… Chyba w jednym z opracowań naukowych maga Tolkienusa o magicznych pierścieniach…
Niestety, podróżnik musiał przerwać te rozważania, bo ścigający go stwór przeszedł przez ognisko i ponowił pościg, nie zważając na palące się ubranie. W sumie niewiele tam było do spalenia.
FOX próbował sobie przypomnieć słowa uspokajającej piosenki. … friend of mine… friend of mine… Ale co friend of mine do diabła? Diabła… BINGO!.

I zaczął śpiewać:

Satan is a friend of mine,
Satan is my friend!


I stało się coś nieoczekiwanego.

Potężny podmuch gorącego powietrza zwalił z nóg FOXa, a w miejscu, w którym stała Ogień Prawdy, teraz było tylko ogromna kula ognia. Potężny ryk spłoszył ptaki, które poderwały się z drzew z okropnym piskiem.
FOX zamknął oczy a rękami osłaniał swoją grzywkę.

Pomylił bóstwa…

No cóż, nigdy nie był zbyt bystry.

Kiedy w końcu odważył się otworzyć oczy, ujrzał stojącego zaledwie kilka kroków od niego coś, co z kształtu przypominało psa, jednak jakieś cztery raz większego od samego FOXA (a chudy to on nie był!), który zbudowany był z ognia, najgorętszej lawy, a z jego ciała strzelały iskry.
- AAAA, DEMON – wrzasnął przerażony człowiek, po czym ponownie zamknął oczy.
Bestia zbliżyła się do niego, z każdym krokiem zostawiając za sobą pasmo spopielonej trawy.
FOX pocił się tak obficie, że doszedł do wniosku, że demon postanowił stopić go swoim oddechem. Jednak żył. Jeszcze.
- Masz coś do demonów, pieprzony rasisto? – odezwał się potwór głębokim, powolnym głosem.
- Nie, skądże znowu. Ja? Gdzie tam! – odparł FOX, otwierając oczy. Ogień Prawdy pochylił się nad nim tak, że teraz jego morda była na wysokości twarzy nieszczęsnego człowieka.
- Nie wierzę ci – powiedział demon po chwili, buchając FOXowi w twarz żarem, który nieprzyjemnie szczypał go twarz. Na szczęście grzywka była chroniona. – Ale mam wobec ciebie dług. Więc cię nie spalę. Dzięki tobie uwolniłem się spod klątwy, rzuconej na mnie wiele lat temu. Musiałem egzystować w tej nędznej postaci zbyt długo. Ogień i wspomnienie o Szatanie przypomniały mi o dawnym życiu i uwolniły spod mocy zaklęcia.
- Szatan? Czy on czasem nie jest zły? – odezwał się po chwili FOX, drżącym głosem.
- Co? Nie, no co ty. To równy gość. Grywam z nim w kręgle.
- Yyy… no dobra. Ale… Co dalej robimy?
- Myślałem, że zmierzamy do stolicy. Otrzymałeś misję, aby ją zniszczyć. Nie mogę ci pomóc w wykonaniu tego zadania.
- Uff… Sam nie byłem zbyt entuzjastyczny co do tego.
- To dobrze. Sam jednak mam tam misję do wykonania. Jestem posłańcem prawdy, a w Scypionie jest wiele fałszu i mrocznych tajemnic, z którymi trzeba skończyć.

Cholera… Podróżowanie z demonem? Szlag by trafił tych mrocznych dupków! Ehh… Przynajmniej nie czekają mnie już zimne noce. I będę miał darmową saunę… - Pomyślał FOX.
- Widzisz? Jednak są jakieś plusy tej sytuacji – powiedział demon.
- Co?! Potrafisz czytać w myślach?
- A i owszem.
Kurwa mać.
- Nie klnij!
- Przepraszam….
- No nic się nie stało. W każdym bądź razie, prowadź towarzyszu drogi!
- Yyy… może pójdziemy tędy? – spytał się niepewnie FOX.
- Zgubiliśmy się prawda?
- Co? Nie, skądże znowu! Ja nigdy się nie gubię!
- Tak? To może powiesz mi gdzie się aktualnie znajdujemy?
- No jak to gdzie? W lesie! Ale co do lokalizacji innych miejsc mam pewne wątpliwości…
- Wiesz… Znałem kiedyś pewną starowinkę o nazwisku Weatherwax i zastanawiam się, czy to aby nie twoja krewna.
- Nie wydaje mi się! Tak czy siak, jesteś demonem! Nie możesz zrobić jakiegoś abrakadabra i dowiedzieć się gdzie powinniśmy iść?
- Jestem demonem prawdy, a nie cholernym kompasem! – oburzył się demon.
- Hmm… Dobra pójdziemy… tam! – stwierdził FOX wskazując jakiś przypadkowy kierunek.
- Jesteś pewien, że to dobry pomysł?
- A masz lepszy?
Demon westchnął.

I ruszyli, dwaj druchowie, towarzysze drogi, w podróż po tej niebezpiecznej i nieprzyjaznej krainie. Ramię w ramię. Człowiek i demon…

Nie wiedzą co ich spotka ani czy dotrą do miejsca przeznaczenia. Ale przetrwają to razem.

-Ale wara od mojej grzywki! – warknął FOX.

ODPOWIEDZ